Czytelnicze podsumowanie miesiąca (wrzesień 2018)
We wrześniu więcej wypoczywałem, niż pracowałem,
a dla urozmaicenia wakacji postanowiłem sobie pozwiedzać jedno miasto śladem
książki. Wcześniej jednak musiałem ją przeczytać (przypomnieć sobie), o czym
niżej...
Gaute Heivoll, Niebo za domem
Gdańsk 2009, Fundacja Inicjatyw Społecznie Odpowiedzialnych,
ss. 101
Bohaterem jest młody chłopczyk, któremu zmarła mama. Od
tego dnia codziennie w nocy odwiedza go, dzięki czemu dziecko może spokojnie
zasnąć. Pewnego wieczoru jednak się nie zjawia. Daje to początek niezwykłej
historii o tęsknocie za najbliższą osobą i odwadze zmierzenia się ze stratą.
Pięknie ilustrowana książka ma duży walor edukacyjny i
czytelnik w każdym wieku znajdzie w niej coś wartościowego dla siebie. Dzieło
Heivolla udowadnia, że o sprawach najważniejszych najlepiej pisać w sposób
prosty.
Carlos Ruiz Zafon, Cień wiatru
Warszawa 2005, Muza, ss. 520
Rzadko wracam do przeczytanych książek, ale
postanowiłem sobie, że kiedyś zwiedzę Barcelonę zapisaną na kartach „Cienia
wiatru”, więc w tym roku, tuż przed wakacjami w Hiszpanii, przypomniałem sobie
losy powieści, która, muszę przyznać szczerze, kiedyś mnie zachwyciła.
„Cień wiatru” opowiada historię książki o tym samym
tytule, którą główny bohater, Daniel Sempere znalazł w Cmentarzu Zapomnianych
Książek, specjalnym miejscu, gdzie trafiają pozycje już przez nikogo nie
czytane. Okazuje się jednak, że dzieło Juliana Caraxa budzi zainteresowanie
wielu osób, które chcą drogą perswazji lub nawet siły zagarnąć tom od
nastolatka i go zniszczyć. Daniel postanawia dowiedzieć się, dlaczego powieść budzi
tyle negatywnych emocji. Droga do rozwikłania tajemnicy tkwi w życiu autora.
Rozpoczyna więc śledztwo, w którym pomaga mu przygarnięty bezdomny Fermin
Romero de Torres.
Po tylu latach i pomimo znanego mi zakończenia, nadal
czytało mi się książkę Zafona świetnie. Wyjątkowy jest język powieści, nieco
pompatyczny, ale mający swój urok. Wszyscy bohaterowie są niepowtarzalni,
tworząc istną galerie osobliwości. Oczywiście, na czele z Ferminem, który do
dzisiaj pozostaje jedną z moich ulubionych drugoplanowych postaci literackich.
Fabuła trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej
strony, a to dzięki odpowiedniemu wymieszaniu wątków obyczajowych,
kryminalnych, historycznych i romantycznych. Sprytny jest też zabieg fabularny,
gdzie Daniel poniekąd powtarza życie Juliana, tylko już ze szczęśliwym finałem.
Historia z „Cienia wiatru” została więc w ten sposób powtórzona, ale
jednocześnie także opowiedziana na nowo.
Szczerze polecam!
Sabine Burger,
Nelleke Geel, Alexander Schwarz, Cień wiatru :
przewodnik po Barcelonie
Warszawa 2006, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, ss.
104
Na kanwie popularności „Cienia wiatru” rok później
został wydany również specjalny przewodnik po Barcelonie, który miał ułatwić
zwiedzanie tego pięknego miasta śladami bohaterów książki. Kupiłem go wiele lat
temu, ale przydać miał mi się dopiero teraz. Niestety, jego użyteczność była co
najwyżej średnia.
Bedeker, w którego opracowaniu brał udział sam autor,
Carlos Ruiz Zafon (w książeczce są zawarte jego złote myśli na temat swojego
dzieła, które najczęściej są strasznymi frazesami), jest mało przejrzysty i
chaotyczny pod względem graficznym. Fatalnym w skutkach pomysłem było
wymieszanie opisów miejsc z książki z zabytkami Barcelony, które w „Cieniu
wiatru” w ogóle nie występują. Nie dość, że adresy i budynki z powieści nie zostały
wyraźnie oddzielone w tekście, to dodatkowo próżno ich szukać wyraźnie
zaznaczonych na załączonej mapce.
Reasumując: przewodnik ten może być gratką tylko dla
wielkich miłośników „Cienia wiatru” – dla reszty to wyrzucone pieniądze i
zmarnowany czas.
Komentarze
Prześlij komentarz