Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2020)


 

W maju podtrzymałem dobrą passę z poprzednich wiosennych miesięcy, i znowu przeczytałem cztery książki :) Tym razem było patriotycznie i non-fiction. Patriotycznie, bo wśród autorów i autorek byli wyłącznie Polacy, a non-fiction, bo na listę lektur trafiły trzy reportaże plus dzieło dotyczące Dominikanów.



Iza Klementowska, Samotność Portugalczyka 

Wołowiec 2014, Wydawnictwo Czarne, ss. 208

 

Iza Klementowska w swoim interesującym reportażu skupia się przede wszystkim na Lizbonie, gdzie szuka klucza do serc Portugalczyków. Są oni według autorki samotni, wrażliwi, trochę smutni. Niektóre historie są tak melodramatyczne, że odbiorca zaczyna rozumieć fenomen fado.

Ta narodowa muzyka współgra zwłaszcza z opowieściami o kolonializmie. Bardzo szanuję Klementowską, że nie unika tego bolesnego tematu, podchodzi do niego z taktem i wyczuciem, jak do bolesnej rany, która jeszcze się nie zagoiła w pełni.

Opis Portugalii wydaje się być bardzo autorski i osobisty, nie tak zobiektywizowany. Wielu turystów raczej nie rozpozna krainy z książki. Trudno więc ją traktować jako przewodnik. Bardziej jako realistyczną baśń o melancholijnym i pięknym kraju, i ludziach, którzy go tworzą.

 

Krzysztof Pałys, Szymon Popławski, Zapach pomarańczy : życie dominikańskie z innej perspektywy

Poznań 2015, Wydawnictwo Polskiej Prowincji Dominikanów "W drodze" , ss. 224

 

W minionej dekadzie popularność zdobyło zjawisko, które ja nazywam „popreligią”, a do najwybitniejszych przedstawicieli zaliczyć można o. Adama Szustaka, czy Szymona Hołownię. Polega ono na mówieniu o sprawach wiary w sposób lekki, przystępny, i, rzekłbym, wyrozumiały dla odbiorcy. Ta książka wpisuje się w ten nurt, co stanowi o jej sile, i słabości zarazem.

Autorzy, którzy są dominikanami, postanowili szerzej przedstawić swoje zgromadzenie, jego duchowość. Posługują się do tego wiedzą historyczną i teologiczną, ale przede wszystkim kolejnymi anegdotami z życia zakonnego. Według nich bycie we wspólnocie to źródło przede wszystkim radości i pokoju.

Książka ma niewątpliwie wymiar ewangeliczny, może przyciągnąć wielu do kościołów i klasztorów. Lecz czy ich zatrzyma? Sam odczuwam lekki niedosyt. Przekaz o dominikanach został spłycony, brakuje tu pogłębionej analizy charyzmatu, którą można byłoby przemycić pod nieskomplikowaną treścią. Całość staje się w pewnym momencie niebezpiecznie cukierkowata.

Mimo tego, polecam „Zapach pomarańczy”. Można dowiedzieć się czegoś nowego. Pozycja jest dobrze napisana, czyta się ją szybko.


Marcin Michalski, Maciej Wasielewski, 81:1 : opowieści z Wysp Owczych

Wołowiec 2011, Wydawnictwo Czarne, ss. 327

 

Wyspy Owcze to malutki kraj, znajdujący się pod Islandią, składający się z archipelagu wysp. Dotarcie do niego, jak i poruszanie się po nim, nie jest więc najłatwiejszym zadaniem, lecz dwójka polskich reporterów dotarła do najdalszych zakątków, a nawet przemierzyła ciemny i długi tunel, by jak najlepiej opisać to dumne państwo.

Dzieło Michalskiego i Wasielewskiego to podobno pierwszy na świecie reportaż o Wyspach Owczych. A na pewno najbardziej kompletny. Według recenzji, spotkali każdego mieszkańca, dotarli nawet do piłkarek ręcznych, które wysoko (tytułowe 81:1) pokonały Albanię. Co ciekawe, nie pamiętały tego meczu.

Farerski naród okazuje się zakochany w owcach, swojej kulturze i tradycjach, które nie wszystkie cieszą się międzynarodowym szacunkiem. Trudno jednak obronić polowania na grindwale, urządzane tutaj co roku, pomimo światowych protestów. Autorzy nie znaleźli ani jednego oburzonego tym wyjątkowo krwawym widowiskiem (radzę nie szukać zdjęć ani filmów w internecie).  

W innych sprawach można się z Farerami z łatwością dogadać. Z kart książki wyglądają na pogodny, zdystansowany i życzliwy naród. Wyspy Owcze to nieoczywisty wybór turystyczny, ale teraz podobno wolny od koronawirusa, więc może warto się tam wybrać. Na pewno reportaż bardzo do tego zachęca. Sam zaczynam szukać lotów.

 
Hanna Bogoryja-Zakrzewska, Katarzyna Błaszczyk, Zdarzyło się naprawdę : opowieści reporterskie

Kraków 2019, Znak Horyzont - Społeczny Instytut Wydawniczy Znak , ss. 347

 

Koncept tego zbioru reportaży był zarazem prosty i fantastyczny. Niestety, wykonanie przyniosło lekki zawód.

Dwie świetne dziennikarki radiowe spisują nagrane opowieści swoich bohaterów, po to by do nich wrócić po latach i dowiedzieć się więcej o ich losach.

W polskiej literaturze faktu bodaj jedynie Jacek Hugo-Bader zdecydował się na podobny zabieg („Audyt”), za to w prasie takie próby podejmowała Edyta Gietka z „Polityki”. Aż żal, że tylko oni, bo wiele historii zasługuje na swój dalszy ciąg. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem zasiadłem do tej pozycji.

Dzieło zmusiło mnie do pewnego wysiłku, gdyż przed lekturą każdego reportażu, najlepiej wcześniej wysłuchać jego radiową wersję. Na szczęście łatwo je znaleźć w internecie. Opis książkowy był bardziej szczegółowy, a, co najważniejsze, miał kończyć się wspomnianym „ciągiem dalszym”. On, jak w filmach, nastąpił, ale bohaterowie po latach okazali się nad wyraz skryci i małomówni, więc czasem i marna strona wystarczyła, by zamknąć temat. Ech...

Pomimo tego zawodu, nie zmarnowałem czasu. Kilka reportaży zasłużenie zebrało nagrody. Mocna i smutna jest zwłaszcza opowieść o galeriankach, nagrana, zanim to słowo i zjawisko stało się modne.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)