Czytelnicze podsumowanie miesiąca (styczeń 2019)
Styczeń zaczął się dla mnie przyzwoicie i… patriotycznie. Przeczytałem 3 książki – wszystkie polskich autorów. Lecz to jedyne ich podobieństwo – poza tym różni je wszystko, a głównie tematyka i forma literacka.
Wiesław Myśliwski, Pałac
Kraków 2010, Wydawnictwo Znak, ss. 217
Kraków 2010, Wydawnictwo Znak, ss. 217
Opowieść w „Pałacu” jest jak nieuregulowana rzeka – dzika i pełna zdradliwych zakrętów. Bardzo łatwo utonąć, dlatego należy przez całą drogę być odpowiednio skoncentrowanym i skupionym. Tylko wtedy dobrniemy bezpiecznie do końca podróży.
„Pałac” opowiada historię tytułowego dworu, który zostaje opuszczony z powodu nadchodzącego frontu wojennego. Sytuację wykorzystuje miejscowy pasterz, który najpierw nieśmiało, a potem bardziej zdecydowanie wkracza do imponującego, a wcześniej niedostępnego budynku. Wyobraźnia szybko podsuwa mu różne scenariusze z nim w roli głównej. Główny bohater może w pałacu stać się tym, kim chce, a przede wszystkim, kim do tej pory nigdy nie był.
Nie jest to jednak książka o potędze marzeń, ale, rzekłbym górnolotnie, o człowieczeństwie. Autor między wierszami ukrył uniwersalne prawdy i ich odkrycie dostarcza najwięcej przyjemności w trakcie lektury. Takich skarbów w „Pałacu” można znaleźć wiele i to stanowi o sile drugiej powieści wybitnego pisarza.
Piotr Dobrowolski, Terlecki
Warszawa 2018, ZPR Media SA Harde Wydawnictwo, ss. 255
Nie jest to klasyczna biografia, ale to dobrze, bo tę 12 lat wcześniej napisał już sam bohater. Nie zawarł jednak końcówki swojego życia, która była tragiczna i niespodziewana. Piłkarz Stanisław Terlecki grał w jednym zespole z Pele, kochały go tłumy, a majątku zgromadził tyle, że po powrocie do Polski z USA kupił pałac z kortem tenisowym, a po mieście poruszał się zawsze najnowszym modelem ekskluzywnego niemieckiego samochodu. Przed śmiercią mieszkał jednak już opuszczony przez rodzinę w malutkim mieszkaniu komunalnym i nie stać go było nawet na jedzenie.
Autor, szukając przyczyn upadku gwiazdora, podsuwa pewne odpowiedzi. Wiadomo, problemy psychiczne, silne leki, nadużywanie alkoholu (piwa), nie najlepiej lokowane uczucia. Ale czy to wszystko? W tej żywej, takiej bardzo reporterskiej i sprawnie napisanej książce brakuje wyjaśnienia wątków rodzinnych i biznesowych Terleckiego. Nie poznajemy powodów jego rozstania z żoną, a także dlaczego trójka z czwórki dzieci (poza najmłodszym synem) nie chciała mieć z nim nic wspólnego pod koniec jego życia.
Lektura zapisu ostatnich miesięcy wielokrotnego reprezentanta Polski jest wyjątkowa bolesna. Jednak różni się ona nieco od podobnych historii spisanych i wydanych w naszym kraju. W przeciwieństwie do Dawida Janczyka, Grzegorza Króla czy Igora Sypniewskiego, Terlecki karierę sportową miał bardzo udaną (choć nie wykorzystał całego potencjału). Z życiem przestał sobie radzić dopiero, gdy skończył grać. Dlatego po nim przynajmniej zostaną piękne wspomnienia z boiska, gdzie czarował dryblingiem i finezją.
Olga Tokarczuk, Opowiadania
bizarne
Kraków 2018, Wydawnictwo Literackie, ss. 255W krajach anglosaskich opowiadania są popularniejsze chyba nawet niż powieści, a ich renomę potwierdziła niedawna Nagroda Nobla dla wybitnej przedstawicielki tego gatunku literackiego, czyli Alice Munro (swoją drogą, bardzo ją polecam). W Polsce wydawnictwa do tej pory rzadko decydowały się na ich wydawanie, ale powoli widać odwrócenie trendów. Bardzo dobrze, że w tej formie po raz kolejny postanowiła sprawdzić się Olga Tokarczuk, co powinno innych pisarzy zachęcić do podążenia jej śladami, a czytelników skłonić, by chętniej je kupowali.
Sam, przyznaję, jestem miłośnikiem opowiadań, i chociaż mój pierwszy kontakt z laureatką Międzynarodowej Nagrody Bookera był średnio udany (nic nie poradzę, że dzieło „Prowadź swój pług przez kości umarłych” nie zachwyciło mnie), to po „Opowiadaniach bizarnych” znacznie poprawiłem sobie zdanie o autorce z Krajanowa.
Tokarczuk podeszła do książki eksperymentalnie, i wyszło jej to na zdrowie. Tytułową „bizarność” (inaczej mówiąc: dziwność) uznała jako pozwolenie na zabawę z formą i konwencją. A także z czasem i przestrzenią. Harcuje bez ograniczeń, raz proponując rozprawkę historyczną, a kiedy indziej fascynującą wędrówkę w przyszłość. Brawurowo opisuje też nudną tylko z pozoru współczesność.
Opowiadań w zbiorze znalazło się 10, ale na szczęście każde znacznie różni się od pozostałych. Pisarka postawiła na oryginalność i niepowtarzanie schematów, czym często grzeszą inni twórcy krótkich form. Dlatego szczerze polecam tę książkę wszystkim tym, którzy na opowiadania patrzyli dotąd niechętnie.
Małe jest piękne.

Komentarze
Prześlij komentarz