Drapieżnik z Nibylandii


 

Pomny doświadczeń z filmem „Droga do wyzwolenia: Scjentologia, Hollywood i pułapki wiary”, kiedy to HBO z powodu groźby procesów usunęło ten obraz z aplikacji HBO GO po zaledwie 3 dniach (ostatecznie, obejrzałem go na innym portalu, i na blogu wrócę kiedyś do niego), „Leaving Neverland” postanowiłem oglądnąć od razu, od kiedy pojawił się w Polsce. Poniżej opisuję moje wrażenia i refleksje po seansie.

W dokumencie Dana Reeda przedstawione zostały historie Wade’a Robsona i Jimmy’ego Safechucka, domniemanych ofiar pedofilii sławnego piosenkarza Michaela Jacksona. Co istotne, obaj występują pod swoimi nazwiskami i nie ukrywają swoich twarzy. Znacznie to uwiarygodnia ich relacje.

Poza nimi wypowiadają się członkowie ich rodzin. Brakuje trochę głosów drugiej strony, przede wszystkim bliskich Jacksona. Ci na razie straszą telewizję pozwami z żądaniem olbrzymiego odszkodowania i próbują zdyskredytować ofiary.

Film swą premierę miał na festiwalu Sundance, ale dopiero w marcu trafił do powszechnej dystrybucji. W całości trwa niespełna 4 godziny (jest podzielony na dwie części) i rozpoczyna się dosyć sielankowo. Przez pierwsze 40 minut słuchamy różnych historii o dzieciństwie obu, wtedy, chłopców, jak poznali króla popu, dlaczego stawał się dla nich ważny, jak zdobywał ich zaufanie.

Amerykanie mają dobre słowo na postawę, którą można przypisać Jacksonowi – „Predator”, czyli drapieżnik. Oglądam ostatnio sporo seriali przyrodniczych sygnowanych przez BBC i Davida Attenborougha, i w trakcie polowań powtarza się jeden schemat, który często przynosi sukces. Otóż, należy oddzielić potomstwo od rodziców, by wtedy bezbronne stało się łatwym łupem. Jackson okazał się niezwykle skutecznym drapieżnikiem.

W łowach na młodych chłopców pomagały mu jego pozycja, sława i pieniądze. Za ich pomocą wytwarzał baśniową aurę, w której zdarzają się cuda, a wszyscy ludzie są dla siebie dobrzy oraz mili, i nikt nikogo nie może skrzywdzić.

Matki ofiar przyznają, że nie były podejrzliwe wobec nietypowych zachowań artysty, który sukcesywnie zbliżał się do ich synów. Ci, oszołomieni wyrazami sympatii ze strony idola (nazywał ich swoimi najlepszymi przyjaciółmi), a także magią „Neverland”, posiadłości Jacksona, która bardziej niż dom przypominała wielki park rozrywki, chcą spędzać ze swoim idolem coraz więcej czasu.

Jackson staje się sponsorem rodzin, funduje im wakacje, pobyty w drogich hotelach i roztacza wizje wielkiej kariery przed ich dziećmi (paradoksalnie, co przyznają już na początku filmu, w tej akurat sprawie wiele mu zawdzięczają). Jest w tym tak przekonywujący, że Robsonowie przenoszą się do Stanów z Australii, co staje się początkiem rozpadu rodziny (opuszczony ojciec, który został w ojczyźnie, później popełni samobójstwo). Piosenkarz spełnia marzenia dzieci, ale także matek, które chcą się wyrwać do lepszego świata. Gwiazdor gładko wszedł w rolę bogatego wujka, a więc członka familii. A ze strony rodziny nic przecież nie może grozić.

Kiedy Wade i Chuck, za namową Jacksona, proszą swoje mamy o zgodę na spanie ze swoim idolem w jednym pokoju, ta prawie natychmiast zostaje im udzielona!

Potomstwo zostało oddzielone od rodziców. Drapieżnik przystąpił do łowów.

Relacje seksualne Jacksona z dziećmi są w filmie przedstawione bardzo szczegółowo (gdzie, kiedy, jak), ale podane przez ofiary bez większych emocji. To zaskoczyło mnie najbardziej, bo niektóre opisy brzmiały drastycznie. Takie wyliczanie kolejnych czynności robi jednak przytłaczające wrażenie, jest jak jeden wielki akt oskarżenia i wyrok zarazem.

Nagłość zarzutów po sympatycznych początkowych 40 minutach dokumentu jest pierwszym wstrząsem. Kolejne fragmenty dowodzą, że nie jest to kolejny film, którego celem jest proste zrekonstruowanie wydarzeń, ale jego ambicje sięgają wyżej: odkrycia uniwersalnej prawdy o straszliwych konsekwencjach pedofilii w dorosłym życiu ofiar i niełatwej (lecz koniecznej) próbie zmierzenia się z prawdą, dotąd ukrywaną, nawet przed bliskimi.

„Leaving Neverland” w ten sposób staje się tytułem przewrotnym, który oprócz dosłownego znaczenia (nawiązującego do nazwy posiadłości Jacksona), można traktować również alegorycznie, jako głos wszystkich ofiar pedofilii, proces ich uwalniania się od demonów przeszłości i próby wejścia w dorosłość bez tego obciążenia.

Przed Wade’em Robsonem i Jamesem Safechuckiem jeszcze sporo pracy, obaj zmagają się z depresją. Ale dzięki szczerości i odwadze, w tej walce nie są już sami, gdyż towarzyszy im najbliższa rodzina, która wcześniej nie wiedziała nic o molestowaniu przez Jacksona.

Po oglądnięciu dokumentu mam kilka swoich przemyśleń.

Przed seansem starałem się nie czytać recenzji, które dla piosenkarza w większości są miażdżące. Trochę dziwiły mnie nerwowe reakcje kilku stacji radiowych, rezygnujących z nadawania piosenek Jacksona przed potwierdzeniem zarzutów. Uważałem to za przesadę i przedwczesne rozstrzygnięcie.

Król popu był człowiekiem ekstrawaganckim i tak też go sam traktowałem, tłumacząc różne jego dziwactwa, samotnością i nadzwyczajną wrażliwością.

W skrócie, przed seansem, wierzyłem (albo chciałem wierzyć) w jego niewinność. Po napisach końcowych jestem już przekonany o winie artysty.

Bardzo mocne i dające dużo do myślenia są zdjęcia i nagrania archiwalne. Praktycznie cały czas, w towarzystwie Jacksona był jakiś chłopiec, którego trzyma za rękę. Średnio co roku młody kompan się zmieniał. Z wielu, którzy byli blisko niego, aż czterech oskarżyło go o pedofilię, w tym dwóch za jego życia (trzeba też przyznać, że co najmniej dwóch ciągle zaprzecza – w tym sławny Macaulay Culkin).

Relacje świadków, poprzednie procesy, archiwalia składają się razem na bardzo wiarygodną całość, która pozostawia już mało wątpliwości. Moje, niestety, rozwiała.

Mam też refleksję dotyczącą fanów. Na samym końcu pokazane są filmiki, gdzie miłośnicy Jacksona przeklinają bohaterów dokumentu w najgorszych słowach. Wade Robson wciąż otrzymuje od nich groźby. Zawsze mnie dziwi, jak można kochać kogoś, kogo naprawdę nie zna się osobiście. Ci ludzie walczą o dobre imię Jacksona z taką zapalczywością, jakby chodziło o ich własne matki. Wygląda to na fanatyzm, a takimi ludźmi łatwo manipulować. Widać, że ta miłość (irracjonalna przecież, i bezkrytyczna) może być niebezpieczna i powinna być przestrogą także na polskim gruncie.

W filmie bardzo dobrze wytłumaczone zostały powody działania ofiar pedofilii (ale zapewne też jakiejkolwiek innej przemocy: seksualnej, fizycznej czy też psychicznej), które o swojej krzywdzie rzadko potrafią mówić od razu, lecz najczęściej decydują się ujawnić bolesne fakty dopiero po latach, w tym konkretnym przypadku po śmierci Jacksona. Wzbudza to, oczywiście, kontrowersje, bowiem za życia artysty, były mu stawianie zarzuty o seksualne wykorzystywanie nieletnich, i dzisiejsi oskarżyciele podówczas skutecznie go bronili (Robson nawet dwukrotnie), i dzięki nim piosenkarz został oczyszczony z zarzutów. Zadziałały mechanizmy obronne, czyli najpierw wyparcie prawdy, następnie strach przed jej ujawnieniem i reakcją otoczenia plus patologiczna relacja z pedofilem, od którego byli uzależnieni emocjonalnie (Robson wprost mówi, że zeznawał na korzyść Jacksona, bo uważał go za przyjaciela, a kogoś takiego się broni).

Psychiczne blizny długo musiały się goić. Wydaje się jednak, że obaj są już na dobrej drodze w powrocie do normalnego życia. Wyznając prawdę teraz, przyznają spóźnioną rację pozostałym skrzywdzonym chłopcom, którzy domagali się sprawiedliwości, a jej nie uzyskali z winy m.in. Robsona i Safechucka.

Po seansie łatwiej mi zrozumieć tę postawę i staram się już tak łatwo nie oceniać milczenia innych, gdy dzieje się zło. Parafrazując łacińską sentencję, niekoniecznie oznacza ono (milczenie) zgodę, ale czasem może znaczyć niegotowość na wypowiedzenie swojej prawdy. Robson i Safechuck w końcu przemówili i chociaż przez 4 godziny mówią spokojnym głosem, to wydaje się, jakby krzyczeli.

Zachęcam wszystkich, by sami oglądnęli film i uznali, czy ten krzyk jest szczery, czy nie.

„Leaving Neverland”, reż. Dan Reed, 2019

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)