Czytelnicze podsumowanie miesiąca (sierpień 2019)


 
W sierpniu miałem zaskakująco dużo czasu, który w sporej części przeznaczyłem na lekturę książek i chodzenie do kina. W jednym przypadku połączyłem te przyjemności, bo zaraz po przeczytaniu „Gdyby ulica Beale umiała mówić”, obejrzałem adaptację tego dzieła. Dramat głównych bohaterów został wiernie oddany na wielkim ekranie, zmieniono jednak zakończenie (w książce jest bardziej dramatyczne).
Ale wracając do tematu, zapraszam do zapoznania się z moim sierpniowym dorobkiem czytelniczym.

 

Peter Seewald, Benedykt XVI : ostatnie rozmowy
Kraków 2016, Dom Wydawniczy Rafael, ss. 309 

Bardzo interesujący wywiad z Benedyktem XVI, udzielony niemieckiemu dziennikarzowi już po decyzji o ustąpienie z Tronu Piotrowego. Papież emeryt w rozmowie daje się poznać z innej strony – prywatnie osoby skromnej, nieśmiałej i dowcipnej, a zawodowo (teologicznie) – odważnej w swoich poglądach, czasami wręcz wywrotowych w skali katolicyzmu. Pseudonim „Pancerny Kardynał” wydaje się kompletnie nietrafiony, ale czarny PR zrobił swoje. 
Najciekawsze fragmenty dotyczą spraw rodzinnych i kariery naukowej bohatera. Naprawdę pasjonująca jest wymiana zdań o powojennych sporach teologicznych w Niemczech. Bladziej wypada część dotycząca samego papiestwa. Benedykt XVI jest bardzo powściągliwy w tym temacie i reklamowe napisy na tylnej okładce nie do końca są zgodne z zawartością. 
Jeżeli ktoś szuka sensacji, to może poczuć się zawiedziony po lekturze. W innym przypadku pozycja ta dostarcza wiele satysfakcji, zwłaszcza intelektualnej. Dostajemy frapujący opis historii najnowszej katolicyzmu z perspektywy kluczowego uczestnika wydarzeń. Duża w tym zasługa też Seewalda, który dobrze przygotował się do rozmowy i jest równym partnerem Benedykta XVI w dyskusji.
Dla mnie ta książka była wartościowa z jeszcze jednego powodu, bo znalazłem na jej kartach inspirację do kolejnej wycieczki. Takie odkrycia lubię najbardziej.

James Baldwin, Gdyby ulica Beale umiała mówić
Kraków 2019, Wydawnictwo Znak, ss. 251

Dzieło Baldwina to dość poruszający opis związku zakochanych w sobie dwojga młodych ludzi, który zostaje wystawiony na próbę, gdy główny bohater trafia do więzienia. Obie rodziny robią wszystko, by szybko wyszedł na wolność za kaucją, tym bardziej że jego partnerka jest w ciąży.
Pod uniwersalną historią o sile miłości, która może zwyciężyć wszystko, Baldwin przemycił dramat wielu Afroamerykanów. Źle opłacanych, stale pogardzanych, i w końcu bezradnych w starciu z systemem.
Fonny trafia za kratki za przestępstwo, którego nie popełnił. Trafia tam, tylko dlatego że jest czarny i łatwo go oskarżyć. Nie może wyjść z aresztu, a sąd ciągle wymyśla nowe powody, tylko dlatego że Fonny jest czarny i mało kto się o niego upomni. Biały adwokat wykazuje odrobinę zainteresowania, ale bez pieniędzy nic nie może zrobić.
Rasa staje się niewskazaną głośno przyczyną dramatu kolejnych pokoleń. Pobyt w więzieniu zostawia po sobie trwały ślad w psychice, ale przede wszystkim poczucie niesprawiedliwości. Czy można się z tym pogodzić? Czy uda się kiedykolwiek to przezwyciężyć?
Całość kończy się dobrze, ale cena sukcesu była ogromna. Los czarnoskórych jest naznaczony tragedią, przypomina antyczne fatum. Jedynym ratunkiem wydaje się miłość.
Bardzo interesująca książka, która porusza problem rasizmu w niestandardowy sposób.

Kazimierz Nowak, Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd : listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936  

Poznań 2011, Sorus Wydawnictwo i Drukarnia Cyfrowa, ss. 408

Kazimierz Nowak powinien być patronem wszystkich miłośników podróży. W Polsce to postać szerzej nieznana, a mająca wielkie osiągnięcia. Ryszard Kapuściński uważał wspomnienia poznaniaka z kilkuletniej wędrówki przez Afrykę za klasykę polskiego reportażu. Po lekturze tego dzieła podpisuję się pod tym wszystkimi swoimi kończynami. Wyjątkowa książka! 
Autor wpadł na odważny pomysł, by przejść samotnie przez całą Afrykę – z północnych krańców na południe, i z powrotem. Cała podróż zajęła mu 5 lat, a środkiem lokomocji były jego własne nogi, rower, łódź, a pomocne były też i zwierzęta. Po drodze miał pełno przygód i wywoływał ogromne zdziwienie urzędników, ale także tubylczych ludów, dla których był pierwszym białym człowiekiem, którego ujrzeli na własne oczy.
Nowak nie był naukowcem, ale jego etnograficzne, historyczne i socjologiczne zapiski są dowodem jego mądrości. Najbardziej frapujące są uwagi i refleksje dotyczące kolonializmu, który był ogromną zbrodnią na afrykańskiej ludności, popełnioną w imię niby wyższych wartości. Europejczycy jednak zamiast oświaty i cywilizacji przyprowadzili ze sobą wyzysk, przemoc i biedę. Opłakane skutki kolonializmu są widoczne do dzisiaj i stanowią prawdziwą przeszkodę w rozwoju Afryki, która posiada liczne bogactwa. Korzenie nędzy tego pięknego kontynentu można znaleźć właśnie w listach z podróży.
Wyprawa Nowaka wydaje się dzisiaj czymś szalonym i trudnym do powtórzenia (przynajmniej niemożliwym przez jedną osobę). Niestety, nie przyniosła ona mu należnej sławy, na którą zasłużył i idących za nią apanaży. Bohater zmarł niedługo po powrocie do Polski osłabiony wymęczającą wędrówką.
Można więc pytać o sensowność całego projektu. Wynagrodzeniem było chyba poczucie nieogarnionej wolności, o które tak trudno było wtedy i dziś w Europie, a w Afryce doznawał go bez przerwy. Każdy, kto podróżuje, wie o czym mowa. Jestem pewien, że chociaż samotny, był tam bardzo szczęśliwym człowiekiem.

Małgorzata Rejmer
, Bukareszt : kurz i krew
Wołowiec 2013, Wydawnictwo Czarne, ss. 272

Planowałem w tym roku wycieczkę do Rumunii, ale nic z tego nie wyszło. Aby dobrze przygotować się do podróży, postanowiłem sięgnąć po książkę Rejmer, opisującą stolicę tego kraju. Pozycję uważam za bardzo wartościową, a formę za chyba idealną do przedstawienia miasta.
Reporterka dzieli swoje dzieło na historyczne odcinki, opisując jak przeobrażał się Bukareszt w ciągu kolejnych dekad, i jak razem z nim zmieniali się mieszkańcy i ich postrzeganie swojej małej ojczyzny.
Nie jest to wizerunek kryształowy, ale autorka unika przesadnego krytykanctwa, o które zawsze jest łatwo. Bukareszt sporo przeszedł w swojej w sumie niedługiej historii, zwłaszcza komunizm odcisnął piętno na miejskiej tkance i stołecznej architekturze.
Rejmer pokochała Bukareszt i jej uczucie wydaje się szczere. Może trudno z tą książką zwiedzać miasto, ale warto ją przeczytać przed przyjazdem, by je lepiej zrozumieć.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)