Czytelnicze podsumowanie miesiąca (sierpień 2020)
Połowę sierpnia spędziłem na Majorce. Pogoda dopisała (jak zwykle), więc wizytowałem moją ukochaną dziką plażę dwa razy dziennie. Po pływackiej sesji, przychodził czas na lekturę, toteż miniony miesiąc był bardzo udany pod tym względem.
Kraków 2009, Społeczny Instytut Wydawniczy Znak, ss. 400
Książka opowiada historię sporów pomiędzy robotnikami a przemysłowcami w Barcelonie na początku XX wieku. Ci pierwsi domagają się lepszej zapłaty i poprawy warunków pracy w tytułowej fabryce Savolty. Właściciele zwlekają z realizacją tych żądań. Wybuchają strajki, w tajemniczych okolicznościach giną kolejni związkowcy. Sprawą zaczyna interesować się młody prawnik, Miranda, który przyjechał z prowincji.
Starcie robotników z bezwzględnymi kapitalistami to kolejna odsłona uniwersalnej walki dobra ze złem, uczciwości z chciwością, naiwności z cynizmem. Mendoza unika jednak patosu i łatwych ocen. Nikt nie pozostaje bez winy, każdy ma swoje grzechy.
Powieść ma gorzki wydźwięk. Główny bohater to postać tragiczna. Oszukiwany bierze udział w złej sprawie, żona zdradza go z jego najlepszym przyjacielem. Upokorzony staje do ostatecznej walki o sprawiedliwość, chociaż potyczka to beznadziejna. Kto próbuje zmienić świat na lepsze, ten przegrywa.
Dla Mendozy „Prawda o sprawie Savolty” była debiutem literackim. Zaskakująco dojrzałym i poważnym. Autor skreślił w tej powieści porywający obraz stosunków społecznych, ale również i politycznych tamtych czasów. Imponują rozmach całej historii, a także psychologia postaci. Zdecydowanie warto przeczytać.
Warszawa 2020, Wydawnictwo Albatros, ss. 335
Temat porwania i uwięzienia nastolatki jest już w popkulturze nieco zgrany, ale widocznie się nie starzeje. Tym razem wykorzystał go w swoim nowym kryminale Carrisi. Po 15 latach spędzonych w zamkniętym pomieszczeniu uwolniona zostaje młoda kobieta. Trafia do szpitala, gdzie dochodzi do siebie i stara się pomóc znaleźć przestępcę.
Śledztwo toczy się dwutorowo, a nawet trzytorowo. W klinice uznany psychiatra, za pomocą różnych metod (głównie hipnozy), chce odzyskać wspomnienia ofiary. Wątek psychologiczny uważam za najsłabszy punkt fabuły, w ogóle mnie nie przekonał i w zasadzie niewiele wnosi do historii.
Poza tym swoje działania prowadzi nieudolna policja oraz, przede wszystkim, prywatny detektyw Bruno Genko. Na początku nie przyłożył się do zadania, dzisiaj, będąc na łożu śmierci, postanawia zamknąć sprawę.
Działania Genko są niekonwencjonalne, acz skuteczne. Odkrywa on straszny proceder krzywdzenia dzieci. Wśród ofiar może być późniejszy porywacz, który kryje się pod przebraniem królika.
Zakończenie jest zaskakująco niejasne. Wygląda to tak, jakby autor chciał umożliwić czytelnikom dopisanie swojego finału. Trochę to interesujące, ale trochę też pójście na łatwiznę.
Carrisiego czyta się dobrze, lecz mam wrażenie, że jego obecna sława jednego z najlepszych autorów powieści sensacyjnych jest przesadzona. Chociaż porusza ważne problemy społeczne (krytyka mediów, molestowanie nieletnich), to jego obserwacje są bardzo powierzchowne, żeby nie powiedzieć miałkie. Bardziej skupia się na akcji, która, przyznam, trzyma w napięciu. Ambicje dzisiejszych kryminałów sięgają jednak znacznie wyżej. Twórczość Włocha to bardzo porządna rozrywka, ale nic więcej.
Warszawa 2017, Wydawnictwo Agora, ss. 208
Jedno z czytelniczych odkryć tego roku. Na książkę składa się zbiór reportaży o kobietach. Autor udowadnia, że tematem może być dosłownie wszystko, nawet zwykła kartka porzucona w kawiarni, zawierająca podstawowe dane osobowe (imię i nazwisko) kilkunastu pań. Co je łączy? Dochodzenie przynosi nieoczekiwane odpowiedzi, choć rozwiązanie zagadki jest bardzo prozaiczne. Oczywiście, nie zdradzę go, ale czyta się to jak doskonały kryminał, tyle tu zwrotów akcji.
Szczygieł ma niewątpliwie wielki talent do opowiadania historii. W pozoru zwyczajnych damskich życiorysach doszukuje się okruchów niezwykłości i wydobywa je na światło dzienne. Żadne życie nie jest przeciętne, ani nudne, tylko po prostu wymaga odpowiedniego narratora.
Kobiety budzą podziw. Czasem przyjmie on formę pomnika swojej ukochanej, lecz powinny wystarczyć także miłość, szacunek i przyjaźń. Życzę tego wszystkim paniom, i każdą gorąco zachęcam do lektury tej książki.
Pelplin 2006, Wydawnictwo „Bernardinum”, ss. 206
Zimowy pobyt George Sand z Fryderykiem Chopinem na Majorce na przełomie 1838 i 1839 roku obrósł już wieloma legendami Nasz wybitny kompozytor udał się na wyspę, by podreperować swoje słabe zdrowie. Na początku para przebywała w Palmie, później zamieszkała w zabytkowym klasztorze Kartuzów w Valldemossie, rozsławiając tę niewielką miejscowość na cały świat. Dzisiaj mieści się tu muzeum poświęcone Chopinowi, a latem odbywa się festiwal muzyczny jego imienia.
Wspomnienia Sand nie są jednak ckliwym pamiętnikiem. Raczej więcej w nich goryczy niż pochwały. Jakkolwiek Francuzka zachwyca się lokalną przyrodą i pięknymi krajobrazami, to na mieszkańcach nie zostawia „suchej nitki”. Krytykuje ich zwyczaje, zachowania, mentalność oraz niegościnność.
Sławna para musiała znosić sporo niewygód, do których nie była chyba nawykła. Z trudem czytało się kolejne litanie narzekań autorki, za to należy docenić jej historyczne wprowadzenie do całej opowieści.
Dzieło Sand najlepiej traktować jako ciekawostkę z epoki. Gwarantuję, jako stały bywalec Majorki, że od tamtych czasów zmieniło się na Balearach prawie wszystko. Prawie, bo krajobrazy jak były cudowne, tak są nadal, o czym można się przekonać, odwiedzając Valldemossę.

Komentarze
Prześlij komentarz