Czytelnicze podsumowanie miesiąca (październik 2020)
W świetnym polskim filmie dokumentalnym „Czekając na sobotę” jeden z bohaterów przyznaje, że ma dużo wolnego czasu, ale nigdy go na tyle, żeby przeczytał jakąkolwiek książkę.
Na szczęście ze mną nie jest tak źle, choć jakoś, nie wiedzieć czemu, zmniejszony zakres obowiązków zawodowych nie przekłada się na bardziej zadowalający dorobek czytelniczy. W październiku zamknął się on w dwóch pozycjach.
Artur Guzicki, Podróże misia Wojtka
Kraków 2020, Biały Kruk, ss. 72
Mam słabo skrywaną słabość do postaci niedźwiadka Wojtka, który w trakcie II wojny światowej przemierzył szlak z armią gen. Andersa i zasłużył się w trakcie wielu starć, w tym szczególnie w bitwie pod Monte Cassino. Po zawierusze wojennej wylądował w Szkocji, gdzie dokończył żywota w zoo. W Edynburgu w dowód uznania postawiono mu pomnik w samym centrum miasta.
Na szczęście Wojtek staje się coraz lepiej znany i w Polsce. Dzieło Artura Guzickiego bogato ilustrowane przez Henryka Bacę to kolejny krok w popularyzacji tego odważnego zwierzęcia. Niemniej, akurat ta pozycja może nieco skonfundować młodego czytelnika, do którego jest kierowana.
Autor posłużył się bowiem sympatycznym misiem, by opowiedzieć historię… wczesnego dwudziestolecia międzywojennego, czyli czasów, gdy Wojtka nie było jeszcze na świecie! Poczciwy heros schodzi z monumentu w Żaganiu i cofa się do 1920 r., gdy dzieją się ważne wydarzenia w dziejach naszego państwa.
Niedźwiadek w stopniu kaprala spotyka Hallera, Paderewskiego, Piłsudskiego, Dmowskiego i innych. Przygody ma fantastyczne – między innymi dzięki jego zwiadowi balonem udaje się wygrać Bitwę Warszawską.
Wszystko pięknie, bardzo patriotycznie, lecz po lekturze mam mieszane uczucia. Zastanawiam się, czy życie Wojtka było na tyle nieciekawe, że należy je jeszcze ubogacać, i to w taki sposób! Dzieci, nieobeznane przecież z historią, mogą pomyśleć, że miś był bohaterem innej epoki.
Obawiam się, że w kolejnej odsłonie Wojtek pomoże polskim rycerzom pokonać Krzyżaków pod Grunwaldem…
Katarzyna Kobylarczyk, Kobiety Nowej Huty : cegły, perły i petardy
Kraków 2020, Mando, ss. 272
W badaniach nad dziejami Nowej Huty więcej uwagi poświęcano dotąd na polityczne i przemysłowe tło ogromnego przedsięwzięcia. Społeczny (ludzki) wymiar rzadko pojawiał się na łamach książek, więcej śladów pozostało po artykułach prasowych (m.in. sławny tekst Ryszarda Kapuścińskiego: „To też jest prawda o Nowej Hucie” – https://kapuscinski.info/to-tez-jest-prawda-o-nowej-hucie/ ). Trochę żal tego zmarnowanego czasu, gdyż wiele bohaterek i bohaterów już umarło i nie zdążyło opowiedzieć swojej historii.
Nie jest to jednak wina Katarzyny Kobylarczyk, która w swoim fantastycznym reportażu przypomina kolejne ważne i niesłusznie zapomniane postaci tej najmłodszej dzielnicy Krakowa. Patrzy na nią kobiecym okiem, i to spojrzenie jest bardzo odświeżające.
Do Nowej Huty spieszyli ludzie z całej Polski. Nie zniechęcali się oni ciężkimi warunkami pracy, jak i życia. Mieszkania nie powstawały bowiem tak szybko, jak zakład. Wiele osób na początku nocowało w chałupach i barakach socjalnych, które nie spełniały żadnych norm sanitarnych.
Z oczywistych względów trudniej miały kobiety, które, choć stanowiły mniejszość robotników, wcale nie ustępowały mężczyznom na stanowiskach wymagających siły fizycznej. Szybko uformował się zespół przodowniczek pracy z murarką Zofią Włodek na czele. Za nią szły następne.
Ale walka o godność i równość toczyła się na każdym froncie. W szpitalach, szkołach, przedszkolach, teatrach, muzeach, arenach sportowych, restauracjach i kawiarniach. Kiedy sytuacja w kraju staje się nerwowa, również w komisariatach i dopiero co zbudowanych kościołach.
Kobylarczyk zapisuje kolejne życiorysy, który każdy z nich pojedynczy nadaje się na osobne dzieło. Jadwiga Beaupré założyła wyjątkową w skali kraju szkołę rodzenia, Anna Siatkowska organizowała bogate życie kulturalne, a Jolanta Szatko-Nowak wygrywała tytuły mistrza Polski w tenisie stołowym. Z powodów finansowych musiała zawiesić karierę i została kucharką w szkole (sic!). Podobnych historii znajdziemy więcej.
Autorka składa hołd wszystkim cichym bohaterkom Nowej Huty. Ta książka to żywy pomnik dzielnych kobiet, który nie jest jednak zbudowany ze spiżu, lecz z trwalszego materiału, bo z pamięci i szacunku. Jesteśmy im winni i jedno, i drugie.

Komentarze
Prześlij komentarz