Czytelnicze podsumowanie miesiąca (wrzesień 2021)
We wrześniu podtrzymałem równą formę czytelniczą z poprzednich miesięcy. Tym razem nie spodziewam się, żeby któraś z poniższych książek została kiedykolwiek nagrodzona. Nie oznacza to jednak, że straciłem czas, bo przynajmniej parę pozycji było interesujących.
Joseph Bordes, Lourdes : śladami Bernadetty
Vic-en-Bigorre 1991, MSM, ss. 96
Przed wyjazdem do Lourdes (bardzo polecam!) postanowiłem sobie poczytać o najsławniejszym (obok Fatimy) sanktuarium na świecie.
Książka nie jest arcydziełem, ale w ogóle nie ma takich aspiracji. Autorem jest rektor Joseph Bordes. Postanowił on spisać wszystkie fakty i całą historię objawień Matki Bożej w Grocie Massabielskiej, których doświadczyła młoda Bernadetta Soubirous.
Mało kto jej wierzył na początku, nawet księża i biskup byli nieufni. Kolejne cudowne wydarzenia jednak przełamały ich niechęć, chociaż największe znaczenie miał rosnący w szybkim tempie kult Niepokalanego Poczęcia.
Całość dzieła wieńczą dalsze losy sanktuarium oraz samej Bernadetty. Dodatkowym atutem pozycji są zdjęcia z epoki oraz historyczne źródła. Urozmaicenie stanowią zaś piękne górskie widokówki (Lourdes leży w Pirenejach).
Pozycja idealna jako wprowadzająca w temat, zbyt jednak uboga w treść, by pełnić większą rolę. Czytelniku, leć więc do Lourdes i przeżyj to sam!
Łukasz Wierzbicki, Afryka Kazika
Warszawa 2021, Bis, ss. 168
Opisywałem już na swoim blogu wielką wyprawę Kazimierza Nowaka ( https://trwoga.blogspot.com/2019/10/czytelnicze-podsumowanie-miesiaca.html?m=0 ). Uważam go za wzór podróżnika i niezmiernie się cieszę, że z każdym rokiem jest o nim coraz głośniej. Wielka w tym zasługa jego popularyzatorów, do których należy Łukasz Wierzbicki. Tym razem autor ten postanowił przybliżyć sylwetkę wędrownika najmłodszym (publikacja rekomendowana dla uczniów klas 1-3).
W bogato ilustrowanej książce, w kolejnych rozdziałach zostały spisane prawie wszystkie szalone przygody Polaka w Afryce. Poznawał członków plemion oraz ich wodzów, zmagał się z przyrodą, a także stawał oko w oko z dzikimi zwierzętami. Każda opowieść niesie za sobą pewien morał.
Z jednym jednak wyjątkiem, który mnie mocno zdziwił i trochę mną wstrząsnął. Otóż uważam, że całkowicie niepotrzebnie znalazł się w środku tekst o polowaniu na słonia, opatrzony niewinnym obrazkiem, na którym widać uśmiechnięte zwierzę, jakby to była zabawa, a nie walka na śmierć i życie. Ta opowieść wyraźnie nie pasowała, i w kolejnych wydaniach można ją spokojnie pominąć bez szkody dla całości, a z zyskiem dla naszego zdrowia psychicznego.
Powyższa uwaga nie zmienia jednak mojej jednoznacznie pozytywnej oceny. „Afryka Kazika” to wspaniała historia wybitnego podróżnika. Jest doskonałą nauką dla młodego człowieka: uczy go miłości do podróżowania i szacunku do drugiej osoby i obcych kultur.
Kevin Garnett, David Ritz, KG od A do Z : bez cenzury o życiu, koszykówce i wszystkim pomiędzy
Kraków 2021, Wydawnictwo SQN, ss. 429
Bardzo rzadko się zdarza, bym rozpoczął czytanie zaraz po kupieniu książki. Do tej pory przypominam sobie zaledwie jedną taką pozycję – „Ziarno prawdy” Zygmunta Miłoszewskiego, której akcja dzieje się w ukochanym Sandomierzu.
Kevin Garnett raczej nie ma pojęcia o tym pięknym mieście, lecz jest moim ulubionym sportowcem, więc jego autobiografia została drugim wyjątkiem od wspomnianej wyżej reguły.
Garnett to jeden z najwybitniejszych silnych skrzydłowych w historii koszykówki. Większość swojej kariery grał w drużynie Minnesota Timberwolves, lecz największe sukcesy odnosił, przywdziewając trykot Boston Celtics, z którymi zdobył mistrzostwo NBA w 2008 roku. Na parkietach najlepszej ligi na świecie spędził 21 lat, ma więc o czym opowiadać.
Wspomnienia sportowca zostały spisane w postaci alfabetu, gdzie pod kolejnymi literami ukryte są hasła. Całość nie ma więc postaci linearnej. Skaczemy od jednej epoki do drugiej, od jednego bohatera do drugiego itd.
Teksty, jak to w takich leksykonach, są krótkie, obfitują w przeróżne mądrości życiowe i… przekleństwa, których jest naprawdę sporo. One są najbardziej kontrowersyjne w książce, bo Garnett raczej unika konfrontacji słownych z innymi. To dziwne, bo przecież między innymi z nich słynął na boisku.
Niestety, niewiele się dowiadujemy. Wszyscy zawodnicy to fajne ziomki, trenerzy byli wspaniali, tylko liga jest już przesadnie przeżarta przez biznes. Chaotyczność wybranej formy też nie pomaga w lekturze.
Muszę przyznać, że jestem trochę zawiedziony efektem końcowym, bo akurat o tym konkretnym koszykarzu mógłbym czytać bez końca. Zasługuje on na lepszą biografię, ale na pewno musi napisać ją ktoś inny. Na razie trochę zmarnowana szansa.
Andrzej Stasiuk, Fado
Wołowiec 2021, Czarne, ss. 167
Nie należę do miłośników prozy Andrzej Stasiuka. Zwłaszcza teksty, nazwijmy to, podróżnicze ze swoim charakterystycznym monotonnym stylem mało mnie pociągają, i, wstyd to napisać, nudzą. Na szczęście „Fado” nie jest wypełnione wyłącznie nimi, a zwłaszcza w drugiej części licznie pojawiają się kolejne eseje. Te potrafią zaskoczyć oraz zachwycić.
Paradoksalnie, pisarz najlepszą formę osiąga więc, nie kiedy rusza w trasę, tylko wtedy gdy jego dom w górach zostaje tak zasypany, że o żadnym wyjeździe nie może być mowy. „Rodzinne” kawałki są wyjątkowo piękne. Polecam zwłaszcza tekst o niełatwej relacji z córką, gdzie areną konfliktu pokoleń staje się nieustająca walka o wolność. Gdy jeden zyskuje, to drugi traci. I taki jest porządek tego świata.
„Fado” jest mylącym tytułem, gdyż opisuje świat Karpat, a nie Portugalii, ale kolejne opowieści są uniwersalne, bo potrzeby i tęsknoty ludzkie są podobne pod każdą szerokością geograficzną. Stasiuk potrafi je nazwać, i potrafi o nich przekonująco pisać. Może więc życzmy mu i czytelnikom, by go częściej zasypywało…

Komentarze
Prześlij komentarz