Czytelnicze podsumowanie miesiąca (październik 2021)
Miałem większe oczekiwania co do października, ale dzięki mocnemu finiszowi wyrobiłem normę przyzwoitości. Z przeczytanych książek szczególnie gorąco polecam „Małe kobietki” :)
Louisa May Alcott, Małe kobietki
Warszawa 2020, Wydawnictwo MG, ss. 464
Najlepsza powieść, jaką czytałem w tym roku. Jestem poruszony stylem autorki, lektura dostarczyła mi mnóstwa radości, ale i skłoniła do głębszych przemyśleń.
Fabuła skupia się na czterech nastoletnich siostrach, które pomimo biedy i oddalenia ojca, walczącego na froncie Wojny Secesyjnej, starają się wieść szczęśliwe i wartościowe życie. W drodze do tego celu towarzyszy im sąsiad Laurie.
Każda z sióstr ma zupełnie inny charakter, lecz to połączenie wody z ogniem przynosi wspaniałe rezultaty. Rodzeństwo bardzo siebie kocha i wspólnie pokonuje każdą przeszkodę. Wszystkie przygody pociągają za sobą morał i zmieniają bohaterki na lepsze.
Dzieło Alcott jest naiwne i sentymentalne, nie zaprzeczam. Wszystko kończy się dobrze. Ale w świecie wszechobecnej agresji tak pięknie napisane i zilustrowane bajki są bardzo potrzebne. Książka zachowała swoją aktualność do dziś, o czym świadczą nie tylko kolejne wydania, ale i ekranizacje filmowe.
Satysfakcja gwarantowana, dla osób w każdym wieku, i każdej płci!
Mario Escobar, Bibliotekarska z Saint-Malo
Białystok 2021, Wydawnictwo Kobiece, ss. 368
Escobar słynie z książek obyczajowych, które dzieją się w trakcie II wojny światowej. Ta zainteresowała mnie o tyle, że bohaterką jest bibliotekarka, a akcja toczy się w Saint-Malo, które znajduje się wysoko na liście moich podróżniczych marzeń.
Tematem, oczywiście, jest miłość, i to zakazana, bo Francuzki do hitlerowskiego okupanta. Otóż w tymże Saint-Malo, położonym urokliwie nad morzem, Niemcy rozpoczęli okupację swojego zachodniego sąsiada. Lokalny policjant Antoine Ferrec wyruszył na front, jego żona Jocelyn pozostała w mieście, gdzie w miejscowej bibliotece stara się ochronić cenne zbiory przed barbarzyńcami z Berlina, ale także przyłącza się do konspiracyjnego ruchu oporu. Jej nieoczekiwanym sojusznikiem staje się szaleńczo w niej zakochany nazistowski oficer, Hermann von Choltiz.
Książka miesza gatunki, raz jest powieścią historyczną, raz obyczajową, by następnie zamienić się w romans. Autor jednak dosyć sprawnie się w tym porusza, w czym niewątpliwie pomaga mu wykształcenie historyczne. Dba o detale i rzetelnie opisuje realia wojenne. Nieco słabiej wypada za to strona psychologiczna. Motywacje głównych aktorów nie do końca są wiarygodne, a wszystko wydaje się naciągane.
Całość czyta się jednak przyjemnie, a chociaż nie ma mowy o szczęśliwym zakończeniu, to miłość ostatecznie zwycięża zło. Oby zawsze tak było…

Komentarze
Prześlij komentarz