10 lat w bibliotece
Dzisiaj (to jest 3 lutego 2024 r.) mija 10 lat, od kiedy rozpocząłem pracę w Wydziałowej Bibliotece Prawniczej UJ (dalej WBP UJ). Po upływie dekady, muszę przyznać, że spotkało mnie wielkie szczęście, że wylądowałem w tym miejscu.
Szczęście to właściwe określenie, chociaż może adekwatniejszym byłoby „przeznaczenie” (od czasów pierwszego Camino to jedno z moich ulubionych słów, jednak nadal nie wiem, czy wierzę w przeznaczenie: https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2021/12/o-przeznaczeniu.html?m=1).
Jeszcze będąc formalnie studentem pierwszego roku filozofii, rozpocząłem pracę jako dziennikarz i redaktor sportowy w „Dzienniku Polskim”. Spełniłem w ten sposób swoje chłopięce marzenie.
Kłopot w tym, że urodziłem się z pewnością za późno, ale ciągle może wystarczająco wcześnie, by być świadkiem potęgi prasy, a następnie jej powolnego upadku. Stałem jednak za blisko, i dlatego nie dostrzegłem znaków przepowiadających czarną przyszłość. Z momentem przejęcia „Dziennika Polskiego” przez Polskapresse coraz wyraźniej było widać, że w nowej wizji gazety zabraknie miejsca dla wielu osób, w tym i ostatecznie dla mnie. Obietnica etatu pozostała niespełniona, a korporacyjna atmosfera gęsta od zwolnień szybko stawała się nieznośna. Po latach owocnej współpracy, trzeba było rozglądać się za nowym zajęciem.
No cóż, ofert pracy dla filozofów nie było...
Postanowiłem więc udać się na studia podyplomowe z archiwistyki i bibliotekoznawstwa na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Trwały 2 lata, zajęcia odbywały się co tydzień, w sobotę. Chodziłem na nie z wielką ochotą, również dlatego, że poznałem tam świetnych ludzi, z niektórymi mam zaszczyt przyjaźnić się do dzisiaj (szczególne pozdrowienia dla Ciebie, Aniu!).
Co jest najzabawniejsze? Osobiście, uważam, że niewiele się nauczyłem w trakcie zajęć, ale uczestnictwo w nich realnie pomogło prawie wszystkim studentom. Wiele osób znalazło pracę w tych zawodach, albo pokrewnych. Byłem wśród nich i ja 😊
Mnie jednak bardziej przydały się praktyki w Bibliotece Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II (piękny budynek na Ruczaju). Nauczyłem się tam obsługi Virtui (program biblioteczny) i czytelników 😊
Ale dowiedziałem się również, iż biblioteki nie ogłaszają się w urzędach pracy, ani gdziekolwiek indziej, CV należy wysyłać więc bez specjalnych zachęt i zbędnych zahamowań 😊
Tak uczyniłem, i zaaplikowałem do wszystkich (sic!) bibliotek w Krakowie. Pozytywnie odpowiedziała – bardzo szybko – tylko WBP UJ, która akurat miała wakat w jednej z filii, w Sekcji Prawa Własności Intelektualnej. W rekrutacji dotarłem do finału... i go przegrałem (zasłużenie, z pewnością byłem mniej kompetentny od rywalki). Nieoczekiwanie dla wszystkich, a najbardziej dla mnie, temat wrócił miesiąc później. Było to swoiste przeznaczenie i szczęście. Nie wchodząc w szczegóły, idealnie się dla mnie złożyło, że pracownikiem WBP UJ zostałem dopiero za drugim podejściem.
Praca w Bibliotece wiąże się z wieloma stereotypami, z których największy zakłada, że jest nudna i przewidywalna. To nieprawda, i chociaż pracuję już dekadę, nie jestem nawet bliski wypalenia, a każdy dzień dostarcza mi nowych wyzwań, decyzji do podjęcia. Cały czas coś się dzieje. Codziennie, nawet na urlopie 😉
Telefony, wiadomości na Teamsie, e-maile. Te ostatnie lubię najbardziej. Założenie tego bloga, ale także drugiego filozoficznego ( https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/ ) wiąże się z faktem, że zatęskniłem bardzo za regularnym pisaniem. Jako dziennikarz sportowy tworzyłem w tygodniu wiele tekstów, co najmniej kilkanaście (najwięcej oczywiście w weekendy). Biblioteka takich możliwości mi nie daje, chyba że…
No właśnie, w mailach mogę poszaleć. Wydaje mi się, że już na całym Uniwersytecie jestem znany z długich i bardzo szczegółowych wiadomości. Cyzeluję każdą z nich, lubię podkreślać kluczowe zdania i urozmaicać je w różny sposób. Uważam swoje maile za małe (rozmiarowo duże) dzieła sztuki epistolografii 😊 Dbam o ten wymierający gatunek, chociaż chyba nie wszyscy odbiorcy są zadowoleni 😉
Wiele osób pyta mnie, co ja w ogóle robię w Bibliotece, czym się tam zajmuję (poza pisaniem e-maili i obsługą czytelników, co też chętnie czynię, gdyż lubię być pomocny). Opowiadam im wtedy głównie o zawodowej pasji, która szczęśliwie stała się moim przyjemnym obowiązkiem, czyli o Repozytorium i ewaluacji. Fachowo, stanowisko, które zajmuję, nazywa się „Koordynator do spraw bibliografii publikacji pracowników Wydziału Prawa i Administracji UJ”. Po wyjaśnieniach, nadal nic nie rozumieją 😉
W skrócie, opracowuję, redaguję i nadzoruję rekordy bibliograficzne publikacji pracowników naukowych mojego Wydziału, które są wysyłane do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. To połowa mojej pracy, ciąg dalszy to przygotowanie Wydziału (a naprawdę to dyscypliny „Nauki prawne”) do ewaluacji (oceny) ministerialnej, która odbywa się regularnie co 4 lata (w związku z pandemią akurat ostatnia ewaluacja obejmowała 5 lat). Zwieńczeniem całego procesu jest tak zwane „slotowanie”, czyli wybór najwyżej punktowanych publikacji zgromadzonych w Repozytorium, celem osiągnięcia jak najlepszego wyniku (A+) według standardów rządowych.
Ewaluacja jest jakby ciągiem dalszym Repozytorium. Im lepszą pracę wykonamy na początku drogi, tym łatwiejszy będzie drugi etap. Lecz ewaluacja wymaga trochę innych umiejętności, zarówno interpersonalnych, jak i menedżerskich. W Repozytorium pracuję wewnątrz Wydziału, ewaluacja wymaga kontaktu z jednostkami spoza. Obowiązki przy Repozytorium i ewaluacji są do siebie podobne, a zarazem bardzo się różnią. Jedno jest dla mnie odskocznią od drugiego.
Niezbyt wierzę w szkolenia z kompetencji miękkich, w ewaluacji działam raczej instynktownie, bez wzorców i podręczników (takowych w ogóle nie ma). Nauka odbywa się przez praktykę (najlepsza nawet lekcja ze slotowania nie zastąpi realnego slotowania), i uważam to za właściwą drogę. Tylko trening czyni mistrza, i ja sam o sobie, będąc koordynatorem, dowiaduję się nowych rzeczy. Na przykład taką, że moc sprawczości jest bardzo pociągająca 😊
Zaczynając pracę w Bibliotece, nie śniło mi się, że będę zajmował się bibliografią, nie miałem w zasadzie żadnych oczekiwań, bardziej byłem szczęśliwy, że w końcu mam pracę z etatem. Popchnięcie mnie do Repozytorium uważam za oznakę geniuszu mojej poprzedniej kierowniczki, Aliny. Zawierzenie mi, że będę dobrym koordynatorem to gest ze strony obecnej kierowniczki, Gosi. Szczęście do szefów (szefowych) też trzeba mieć, i ja je mam 😊
Na satysfakcję w (z) pracy składa się wiele innych czynników. O swojej lub cudzej pensji nie lubię rozmawiać, ani słuchać, bo to główna przyczyna konfliktów w każdym zakładzie. Lubię to, co robię, moje obowiązki mnie nie męczą, przynajmniej większość z nich. Zostaje atmosfera i tak zwany „zespół” 😊
No, i znowu jestem szczęściarzem 😊 W Katedrze Prawa Własności Intelektualnej UJ jestem traktowany z szacunkiem, wdzięcznością, i odczuwalną sympatią. Dzięki temu codziennie przychodzę na Kazimierz z uśmiechem na ustach. Atmosferę w miejscu pracy mam rodzinną. Uwielbiam wszystkie nasze uroczystości, a najbardziej imieniny. Jak w czwartym dniu dowiedziałem się o tym zwyczaju, byłem potężnie zdziwiony, dzisiaj zaznaczam te daty w kalendarzu i oczekuję ich nadejścia 😊
Bardzo ważne było dla mnie zaproszenie do pomocy w organizacji Zebrań Naukowych, prowadzonych przez Katedrę. Traktuję to jako spore wyróżnienie i tak samo duże zobowiązanie.
Najważniejsza część mojej pracy to Repozytorium, które współprowadzę z Klaudią (WBP) i Eweliną (Biblioteka Jagiellońska). Obydwie znacznie różnią się od siebie, i, co ważniejsze, ode mnie. Dzięki temu wspaniale się uzupełniamy, i tworzymy razem Zespół przez duże Z. Obu im dużo zawdzięczam, i nie wyobrażam sobie współpracy z kimkolwiek innym.
Zabrzmi to górnolotnie i nieskromnie, ale uważam, że wykonujemy dla WPiA kawał świetnej roboty. Szczęśliwie, możemy czuć się docenieni. Dla mnie osobiście, wdzięczność jest ważna, i niezwykle cieszę się z każdej wiadomości od pracownika Wydziału, który wyraża uznanie dla naszej pracy. Zdarza się to często.
Dla mnie dodatkowym źródłem radości jest obserwowanie postępów Klaudii. To fantastyczne uczucie podpatrywać ten progres z bliska. Dzięki temu mogę spokojnie często jeździć na urlop, bo wiem, że zostawiam Repozytorium w najlepszych rękach, a wiadomo przecież, że lubię podróżować 😊
Osobne słowa pochwały należą się pracownikom biblioteki na ul. Olszewskiego, którzy z ogromną cierpliwością tolerują moje wizyty. Podziwiam Waszą pracowitość i profesjonalizm, w tym względzie jesteście dla mnie wzorami. Uczenie się od Was, ale także rozmowy z Wami to czysta przyjemność 😊 Z góry przepraszam za głupie pytania.
Niekiedy zastanawiam się, czy fakt, że lubię swoją pracę, jest w porządku. Gdy rozmawiam ze znajomymi, widzę, że taka postawa nie jest powszechna, i mogę kogoś drażnić. Dlatego zapytany, chętnie mówię o Bibliotece, ale nieczęsto sam podejmuję ten temat.
Zawsze jednak ciepło myślę o Bibliotece, wszystkich ludziach, których dzięki niej poznałem. Były w ciągu dekady też trudniejsze chwile (jestem filozofem, więc zdarza mi się kłócić 😉), ale one blakną wobec całego ogromu dobra i piękna, jakie mnie spotkało na Uniwersytecie Jagiellońskim. Z nadzieją patrzę na kolejną dekadę pracy tutaj.
Dziękuję wszystkim, że ze mną wytrzymaliście!
M.

Polubiłam pana za szczerość i tak wrażliwego człowieka cieszy się pan z rzeczy i ludzi a to ważne.Najważniejsze jest aby kochać to się robi
OdpowiedzUsuńDziękuję pięknie za miłe słowa 😊 Życzę dobrego i pięknego dnia!
Usuń