Z pamiętnika po(d)łamanego człowieka




Pod koniec stycznia poślizgnąłem się na oblodzonym chodniku. W związku z tym, że ból nie przechodził, na następny dzień udałem się do ortopedy, który wysłał mnie na rentgen, a dzień później miałem badanie USG. Wynik: złamany lewy nadgarstek oraz uszkodzona chrząstka trójkątna (wtedy dowiedziałem się o jej istnieniu). Problemem jest zwłaszcza chrząstka, ponieważ sama się nie zrośnie i do jej „naprawy” potrzebna będzie artroskopia. Rentgen i USG nie dają jednak stuprocentowej pewności, więc by podjąć decyzję o operacji, wcześniej należy wykonać rezonans magnetyczny nadgarstka z kontrastem, który to dopiero ustali, co mi naprawdę dolega. W skrócie: im szybciej wrócę do ortopedy z wynikiem rezonansu, tym szybciej zostanę wpisany na termin zabiegu. 

4 dni od wypadku melduję się znowu u mojego ortopedy, od którego dostaję skierowanie na rezonans. 

Sprawdzam terminy w gabinetach prywatnych (przez telefon) i państwowych z całego kraju (przez stronę: https://kolejkoskop.pl/ ; swoją drogą polecam). Termin na NFZ jest zaledwie tydzień później, za to różnica w cenie ogromna – robiąc prywatnie musiałbym zapłacić około 800 złotych – zależnie od kontrastu. Rozstrzygnięcie jest więc proste: wybieram NFZ w szpitalu oddalonym od Krakowa o 116 km. Tu się pojawiają jednak pierwsze schody. Skierowanie od ortopedy na rezonans z NFZ jest nieważne, bo najpierw muszę mieć skierowanie od lekarza rodzinnego do specjalisty (taka jest procedura). 

Umawiam się więc na wizytę do internisty (termin: 10 dni od wypadku). Melduję się z samego rana (na polu jeszcze ciemno), by oznajmić, że nie potrzebuję opinii ani diagnozy, tylko skierowania do ortopedy, nic więcej. Przepraszam, że traktuję lekarza tak przedmiotowo i wyrażam nadzieję, że podobnych pacjentów jak ja jest niewielu. Zacytuję odpowiedź: „Nawet Pan sobie nie wyobraża, jak bardzo się myli”. Okazuje się, że takich jak ja jest... większość. 

Uff, skierowanie do specjalisty już mam, teraz znowu trzeba się pokazać ortopedzie, by wypisał nowe skierowanie (już ponad dwa tygodnie od wypadku). Tym razem problemy formalne, bo wpisałem się na wizytę jako pacjent firmowy, a powinienem  jako pacjent POZ. Nic nie załatwiłem, muszę uzgodnić nowy termin, przyjść po raz kolejny i dopiero po prawie 3 tygodniach od upadku, dostaję właściwe skierowanie. Dzięki temu, że mam na nim napisane magiczne słowo „pilne”, ustalam termin rezonansu o 5 dni wcześniejszy, niż planowałem – 21 marca. Hurra! 

To nie była pierwsza dobra wiadomość, bo wcześniej złożyłem wizytę u innego ortopedy, który miałby mnie operować. Na podstawie badania fizykalnego nadgarstka i drugiego rentgena stwierdził, że artroskopia prawdopodobnie nie będzie potrzebna. Po dwóch tygodniach podłego nastroju, wraca mi humor. 

Po otrzymaniu skierowania, z uśmiechem wysyłam je priorytetem do szpitala i niecierpliwie wyczekuję pierwszego dnia wiosny. Na 9 dni przed terminem rezonansu udaję się do ortopedy, który kieruje mnie na badanie krwi, by sprawdzić, czy poziom kreatyniny jest w porządku. Jest!

Dwa dni przed terminem dzwonię do szpitala, by upewnić się, że wszystko aktualne. Odpowiedź: dokładnie, zapraszamy w środę. 

Dzień przed terminem potwierdzam w pracy, że jutro mnie nie będzie. Odpowiedź: spokojnie, nie ma problemu.

Dzień przed terminem – po południu odbieram telefon. Niestety, ze szpitala. Sprzęt do rezonansu zepsuł się, badanie przełożone. Zadzwonią, kiedy naprawią. Może za tydzień, może za dwa tygodnie. Nie mogę przenieść badania do innej placówki, bo w tym szpitalu jest moje skierowanie, które z takim trudem wywalczyłem. 

Chce mi się płakać.

Nie piszę jednak tego postu, żeby się żalić, więc nie potrzebuję w ogóle pocieszenia. Złamanie nadgarstka to jedna z najmniejszych dolegliwości, jakie mogą w nas życiu spotkać. To moja czwarta złamana kończyna, więc przywykłem. 

W sumie nawet jestem szczęściarzem, bo będąc zapisany do prywatnej przychodni,  nie muszę czekać zbyt długo na wizytę u lekarza, a w bibliotece powiedzieli mi, że zdrowie jest najważniejsze, toteż nawet kiedy lekarz przyjmuje w moich godzinach pracy (czyli prawie zawsze), mogę bez problemu się zwalniać. Przez te dwa miesiące wielokrotnie z tej życzliwości korzystałem.

Chcę podkreślić również, że wszyscy lekarze, których spotkałem do tej pory w trakcie leczenia mojego nadgarstka, to świetni, uczynni i pomocni ludzie, fachowcy w swojej dziedzinie. Nie mam też pretensji (co najwyżej do losu) o zepsute urządzenie – złośliwość rzeczy martwych. 

Problemem jest system i to mnie przeraża. Bo jeśli człowiek przegrywa zmagając się z błahym złamaniem, to co wtedy kiedy choruje poważniej i nie ma tak łatwego dostępu do opieki zdrowotnej, jak ja mam i czasu, by kilka razy w tygodniu chodzić od jednego lekarza do drugiego. Nie jestem na tyle mądry, by podpowiadać rozwiązania, choć co do jednego mam przekonanie – należy podnieść składki zdrowotne, bo niedofinansowanie to jedna z głównych przyczyn słabości opieki zdrowotnej. Wiem także, że błędem jest nieuznawanie skierowań na badanie bezpośrednio od lekarza specjalisty, po to by u początku procesu stał zawsze lekarz rodzinny. Tylko z tego powodu straciłem kilka tygodni. Dowiedziałem się u źródła, komu to „zawdzięczamy”. Na tym blogu będę unikał polityki jak ognia, więc nie zdradzę komu, ale muszę przyznać, że cieszę się, iż nigdy na tę partię nie głosowałem. Teraz wiem dlaczego :) 

Obecnie, czekam na sygnał, kiedy naprawią rezonans.  A potem od nowa – wizyta u ortopedy, badanie krwi (bo tamto będzie nieaktualne), wzięcie kolejnego dnia urlopu. 

Jeżeli efektem będzie brak operacji, to uznam, że było warto :)

Wszystkim czytelnikom mojego bloga życzę dużo zdrowia!

Komentarze

  1. Miałem bardzo podobnie. Ja jednak skręciłem kolano na lodowisku. Oczywiście miałem robione usg kolana u ortopedy w Oświęcimiu. Na szczęście miałem tylko naciągniecie torebki stawowej i więzadeł. Podziwiam Cię za wytrwałości i życzę szybkiego powrotu do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję pięknie. Nowy termin rezonansu już za dwa tygodnie, wtedy będę wiedział więcej. Nadgarstek już tak bardzo mnie nie boli, więc jestem dobrej myśli. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dobry wpis. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)