Czytelnicze podsumowanie miesiąca (styczeń 2020)
Jestem w trakcie lektury kilku interesujących „cegieł”, więc mój dorobek czytelniczy w styczniu był z tego powodu nad wyraz skromny. W kolejnych miesiącach na pewno będzie lepiej.
James
Montague, Klub miliarderów : jak bogacze ukradli nam
piłkę nożną
Kraków
2018, Znak Horyzont, ss. 334
Pozycja z pozoru traktuje o futbolu, ale autor zdecydowanie wykroczył poza temat. Przeprowadza dziennikarstwie śledztwo na trzech kontynentach, a w Katarze zajął się nawet reportażem interwencyjnym. Efekt nadspodziewanie dobry i zaskakujący. Wyszła książka o sporcie, która jest o wszystkim, tylko nie o sporcie.
Kluby piłkarskie coraz częściej zmieniają właścicieli. Rosnącym wymaganiom finansowym uczestnictwa w elicie i rywalizacji z najlepszymi w Europie są w stanie sprostać wyłącznie nieliczni. Anglia jako pierwsza szeroko otworzyła drzwi dla inwestorów z Rosji, USA, Chin oraz Bliskiego Wschodu. Ich pieniądze zmieniły świat futbolu. Ale czy na lepsze?
Montague ma co do tego poważne wątpliwości. Inwestycja w piłkę nożną już dawno przestała być filantropią, romantycznym efektem miłości do ukochanego zespołu, lecz stała się rezultatem chłodnej kalkulacji miliarderów z całego świata, którzy rzadko kiedy mają czyste intencje.
Motywacje biznesmenów są różne, w zasadzie jedynie Amerykanie wydają się zainteresowani ekonomiczną stroną przedsięwzięcia. Okazuje się, że ten model zarządzania jest najgorszy dla kibiców, bo nie gwarantuje sukcesów, za to zapewnia wzrost ceny biletów, a niekiedy i przeniesienie drużyny do innego miasta, gdzie mogłaby przynosić jeszcze większe zyski.
Dla Rosjan czy Azjatów futbol stał się częścią polityki i pomostem do niej. Ma głównie służyć podtrzymywaniu dobrych relacji z rządzącymi albo poprawieniu nadszarpniętego wizerunku kraju na Zachodzie. Koszty nie grają roli, więc przeciętne do tej pory zespoły często stają się gigantami, walczącymi z powodzeniem o triumfy na scenie krajowej i międzynarodowej. Ogromną cenę płacą najsłabsi i najbiedniejsi, lecz mało kto się nimi przejmuje.
Autor przekonuje, że miliarderzy ukradli nam piłkę nożną. Osłabili wyjątkową więź łączącą lokalną społeczność z miejscowymi klubami. Zainfekowali sport górą pieniędzy i brudną grą polityczną. Futbol poważnie zachorował, a zabić go mogą mistrzostwa świata w Katarze w grudniu (sic!) 2022 roku.
Nie traćmy jednak nadziei na uzdrowienie. Wszystko w naszych, kibiców, rękach. Mamy więcej władzy niż nam się wydaje.

Czy dotyczy to również i naszej piłki? Pytam choć myśle, że znam odpowiedź. A w Krakowie kibice zabiegają o konsultacje społeczne w sprawie stadionu Wisły, który jest odcięty od mieszkańców hermetycznym płotem i generuje koszty zamiast zysków. Przydało by się pewnie i tu jakieś dziennikarskie śledztwo.
OdpowiedzUsuńDzięki za komentarz!
OdpowiedzUsuńNa razie nie. Na polskiej piłce bardzo trudno jest zarobić, a z powodu niskiej rozpoznawalności naszej ligi (nieporównywalnej do zachodnich rozgrywek) nie da się także zrealizować celów wizerunkowych (propagandowych), na których zależy na przykład szejkom. Dlatego ci naprawdę bogaci inwestorzy nie są (jeszcze) zainteresowani naszymi klubami.
Co do stadionu Wisły, to nasz lokalny problem. Dużo już się o tym pisało. Ogólnie ten obiekt to bubel i finansowa studnia bez dna. Problem trudny do rozwiązania z wielu powodów, także politycznych (kibice Wisły to duża grupa wyborców).