Czy w Polsce jest możliwa Skandynawia
W ciągu ostatniego roku przeczytałem dwie interesujące
książki dotyczące skandynawskich krajów: Danii (Helen Russell, „Życie po duńsku : rok w
najszczęśliwszym kraju na świecie”, Kraków 2017; moja recenzja:
http://trwoga.blogspot.com/2018/04/czytelnicze-podsumowanie-miesiaca.html ) oraz Szwecji (Natalia Kołaczek, „I cóż, że o Szwecji”, Poznań 2017).
http://trwoga.blogspot.com/2018/04/czytelnicze-podsumowanie-miesiaca.html ) oraz Szwecji (Natalia Kołaczek, „I cóż, że o Szwecji”, Poznań 2017).
Obie pozycje przedstawiają – z perspektywy obcokrajowca – państwa,
które stanowią wzór dla innych i są traktowane jako idealne miejsca do życia. W
czasie lektury wielokrotnie zastanawiałem się, czy idee wykorzystane z
powodzeniem na północy kontynentu dadzą się przenieść na nasz, polski grunt.
Poniżej przedstawiam swoje wnioski, które ze swej natury mają charakter
wyłącznie spekulatywny.
Skandynawowie nie przepadają za sobą wzajemnie, ale
zdecydowanie więcej ich łączy niż dzieli, dlatego zwyczaje, tradycje i
mentalność będę opisywał wspólnie, bez uwzględniania różnic, które z pewnością
między tymi nacjami są.
Niestety, nigdy nie byłem ani w Danii ani w Szwecji, ani w
innym kraju tego regionu – swoją wiedzę czerpię wyłącznie z książek i artykułów
prasowych oraz internetu. Liczę, że kiedyś je odwiedzę i, oczywiście, wtedy
będę gotowy na zmianę poglądów.
Ad rem
Oba państwa są na szczytach wszelkich możliwych rankingów
komfortu życia, jakości demokracji, czy wolności słowa. Narody plasują się w
ścisłej czołówce najszczęśliwszych na świecie. Helen Russell wskazuje nawet w
podtytule swojej książki, że Duńczycy są najbardziej zadowoleni z siebie, co
potwierdzają kolejni jej rozmówcy, którzy w skali 10-punktowej przyznają sobie
co najmniej 8 „oczek” (częściej 9; do pełni szczęścia brakuje im w zasadzie
tylko partnera/partnerki, jeśli jeszcze go/jej nie mają. Albo są po rozwodzie,
bo wskaźniki w tej kwestii też są tam wyśrubowane, co, swoją drogą, może
prowadzić do niebezpiecznych wniosków).
Czemu są tacy „szczęśliwi”? Według mnie da się wydzielić trzy
podpowiedzi: powszechne zaufanie, egalitaryzm i poczucie wspólnotowości.
Powszechne zaufanie
Oczywiście, chodzi o zaufanie do drugiego człowieka, ale też
instytucji. To pierwsze objawia się czasem w zaskakujący sposób, jak na
przykład zostawianie wózków z dzieckiem w środku przed sklepem, czy
restauracją. Podobno na pewno nikt nie porwie. Bardzo dobrym zwyczajem jest
także nie zamykanie drzwi do domu na dalekiej północy, gdzie zmarznięci turyści
mogą się schronić.
Jest to ten rodzaj zaufania, który wypływa z życzliwości do
innego i uznania, że otaczają mnie wyłącznie dobrzy ludzie, którzy nie
wykorzystają mojej serdeczności przeciwko mnie. Dlatego właściwym postępowaniem
jest posprzątanie po sobie po skorzystaniu z gościny w takiej zostawionej
samopas chacie.
Co jednak najbardziej intrygujące, ta zasada tyczy się także
polityków i, co za tym idzie, państwa. Duńczycy i Szwedzi ufają swojej władzy,
są przekonani, że ta dobrze rządzi w ich imieniu i właściwie dysponuje ich
pieniędzmi. Dlatego zgadzają się na rekordowo wysokie podatki, o które nikt się
tam nie oburza. Dzięki temu mogą... poszaleć.
Według Russell zaufanie do polityków i państwa ma zupełnie
nieoczekiwane konsekwencje. Skandynawowie mogą więcej pić i palić (i tak
robią), w ogóle używać życia, bowiem są przeświadczeni, że ich kraj ma na tyle
rozwiniętą służbę zdrowia i cały system socjalny, że wyciągnie ich z każdych
tarapatów (nawet największych), w jakie mogą się wpakować. Mając za plecami
takie zabezpieczanie nie unikają ryzykownych zachowań, bo wiedzą (ufają), że w
potrzebie nie zostaną sami.
Państwo w takim układzie pełni więc rolę anioła stróża, co
wyraźnie wpływa na komfort życia Skandynawów i ich poczucie szczęśliwości.
Zaufanie może też objawiać się w inny, niecodzienny sposób.
Na przykład jawnością podatkową (i co za tym idzie zarobkową) oraz ułatwionym
dostępem do prywatnych kont dla urzędów skarbowych.
Egalitaryzm
Powszechne zaufanie łatwiej wprowadzić w życie w
społeczeństwie, w którym podstawową wartością będzie egalitaryzm. Skandynawia w
wyznawaniu tego ideału jest prymusem i pionierem, i mam tu na myśli zarówno
równość obyczajową (bardzo ważna), jak i ekonomiczną (jeszcze ważniejsza).
Jawność zeznań podatkowych jest łatwiejsza w zastosowaniu,
kiedy rozwarstwienie finansowe nie jest wielkie. Kraje skandynawskie od lat
osiągają najlepsze (czytaj: najniższe) wyniki w określaniu tzw. Współczynnika
Giniego, który mierzy skalę nierównomierności dochodów w społeczeństwach.
Dzięki Janowi Jakubowi Rousseau od dawna wiemy, że źródłem
największego nieszczęścia ludzkiego jest ciągłe porównywanie się z innymi.
Między innymi dzięki zrównoważonym dochodom, nie mamy czego zazdrościć innym,
dlatego ludzie są szczęśliwsi.
Równość to jednak przede wszystkim styl życia, a nie tabelki
statystyczne i ekonomiczne, które raczej są efektem końcowym. Skandynawski
egalitaryzm to postawa pełna pokory, nie wywyższania się. Stanowi o tym
niepisane prawo „Jante”, czyli „Nikt nie jest kimś specjalnym. Nie próbuj
wyróżniać się ani udawać, że jesteś pod jakimkolwiek względem lepszy od innych”
(źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Jante
; data dostępu: 19.11.2018 r.).
Dlatego powszechnym widokiem jest np. wspólne spożywanie
posiłków przez kadrę kierowniczą i najniżej wykwalifikowanych robotników w
stołówce pracowniczej (siedzą krzesło w krzesło). Tytuły i stanowiska nie
pełnią tu wielkiej roli i prezes z powodu pozycji nie ma wcale większych
przywilejów od tych, którzy są niżej w hierarchii zawodowej.
Poczucie
wspólnotowości
Według statystyk podawanych przez autorki, ponad połowa
dorosłych obywateli Danii i Szwecji udziela się w różnego rodzaju
organizacjach, stowarzyszeniach czy fundacjach, a wielu należy do licznych
tamże związków zawodowych. Działają chyba
bez zarzutu, bo obie nacje są (znowu!) w czołówce najkrócej pracujących w
Europie. Dlatego miejscowi mają też więcej czasu na swoje zainteresowania i
pasje, które realizują na zajęciach dodatkowych, realizowanych najczęściej w
grupach.
Zbiorowo także świętują, a powodów do radowania jest tu pod
dostatkiem – zarówno świeckich, jak i religijnych, chociaż te kraje są mocno
zsekularyzowane. Nie przeszkadza im to jednak zupełnie w hucznym fetowaniu bierzmowania.
Skandynawowie są bardzo przywiązani do tradycji, a jej kultywowanie wypełnia im
cały rok kalendarzowy. Wspólne rytuały (m.in. grupowe śpiewy czy ogniska) z nią
związane zapewniają poczucie przynależności do większej wspólnoty, której
członkowie rozumieją i aprobują te same i niezmienne od lat zasady, zachowania
i wartości.
Pielęgnowanie tradycji i idącego za nią folkloru ma więc
charakter jednoczący i jest powodem bardziej do radosnej dumy, niż do smutnego
wstydu.
Konkluzje
Chociaż idee (jak się okazuje, wcale nie utopijne) krzewione
w Skandynawii są niezwykle nęcące i byłbym bardzo szczęśliwy z przeniesienia ich
na polski grunt, jestem sceptycznie nastawiony do powodzenia tej misji.
Przynajmniej w dającej się przewidzieć przyszłości.
Należę do zwolenników teorii Monteskiusza o „duchu praw”.
Francuski filozof rozumiał go w ten sposób, że rozwiązania, które udały się i
przyjęły w jednym miejscu, niekoniecznie sprawdzą się w innym (a często na
pewno się tak nie stanie). O powodzeniu decydują bowiem m.in. kultura,
historia, tradycja, a czasem i nawet bardziej prozaiczne przyczyny jak klimat.
Z powodu tego ostatniego bardzo sensowna na południu Europy sjesta, w Polsce
mogłaby zostać uznana tylko za fanaberię.
Skopiowanie rozwiązań prawnych w skali 1:1 zmieni tylko
reguły jurystyczne, ale może mieć minimalny wpływ na stosunki społeczne, które
przecież są najważniejsze. Zaufania, egalitaryzmu i wspólnotowości nie da się
wpisać w ustawy, nie można ich nakazać i zmuszać ludzi do przyjęcia wzorców, na
które nie są gotowi. Ale kiedyś mogą być. Dlatego trzeba ich stale do tego
zachęcać oraz kształcić, by w ten sposób zmienić u nich świadomość i formować
właściwe postawy. Wymaga to jednak ogromnej pracy edukacyjnej i kulturowej. Im
wcześniej zaczniemy, tym szybciej zbierzemy plony. Może my „Skandynawii w
Polsce” nie dożyjemy, ale kolejne pokolenia powinny mieć więcej, no właśnie,
szczęścia.
Komentarze
Prześlij komentarz