Czytelnicze podsumowanie miesiąca (kwiecień 2021)
Doskonały miesiąc za mną. Nieoczekiwanie sprzyjała zła pogoda, bo zamiast ruszyć w trasę i spacerować po pobliskich puszczach i lasach, więcej czasu spędziłem z książką w ręku. Z pożytkiem dla tego cyklu 😊
Zbigniew Rokita, Kajś : opowieść o Górnym Śląsku
Wołowiec 2020, Czarne, ss. 319
Śląsk wydaje się być ciągle regionem niezrozumiałym nie tylko przez innych Polaków, ale również i lokalnych mieszkańców. Czemu tak podkreślają swój język, zwyczaje i usilnie dążą do autonomii? Te pytania stały się jeszcze aktualniejsze dzisiaj, w trakcie narodowego spisu powszechnego, który wydaje się idealną okazją, by zaakcentować swoją etniczną i lingwistyczną odrębność.
Rokita podjął się arcytrudnego zadania, wytłumaczenia, czym jest śląskość. Nie stawia się jednak w roli eksperta, chociaż wychował się pod Gliwicami w rodzinie ewidentnie i silnie zakorzenionej w tej kulturze. Droga do odkrycia tożsamości Śląska staje się dla autora podróżą w głąb siebie i postawieniu sobie podstawowego pytania: kim jestem. Świadkami tych poszukiwań, ale i przemiany pisarza, zostają czytelnicy.
Drogowskazem dla Rokity jest historia jego rodu, lecz nie poprzestaje tylko na niej, i kunsztownie splata ją z dziejami Silesii. Na przykładzie konkretnych ludzi widać, jak te losy były skomplikowane i niełaskawe dla ziemi, której położenie i bogactwa naturalne były raczej przekleństwem niż błogosławieństwem.
Narracja autora jest bardzo zniuansowana, szczegółowa i wielowątkowa. Rokita operuje piękną polszczyzną i pisze w sposób jasny. Całość czyta się świetnie.
Historia Śląska okazała się interesująca i znacznie bogatsza niż według stereotypów, które sprowadzają ją wyłącznie do górniczego dziedzictwa. Rokita otworzył oczy, nie tylko swoje, lecz także nasze, odbiorców. To wielka wartość.
Sean Hepburn Ferrer, Audrey Hepburn : uosobienie elegancji
Warszawa 2020, Albatros, ss. 256
Kolejna z wielu biografii lub albumów o Audrey Hepburn, tym razem napisana przez jej pierworodnego syna. Może właśnie z powodu związków rodzinnych czytało mi się tę pozycję lepiej niż wiele podobnych.
Na szczęście, książka unika tematów filmowych, a autor skupia się na życiu prywatnym swojej mamy, zwłaszcza okresie „szwajcarskim” (przed i po przeprowadzce do Włoch).
Bardzo interesujące są końcowe fragmenty o charytatywnej działalności artystki w UNICEF. Nie wiedzieć czemu, ten wątek z życiorysu rzadko jest obecny w opowieściach o Hepburn, a gwiazda miała na tym polu duże zasługi.
Wzruszająca jest część o ostatnich dniach gwiazdy, która była świadoma zbliżającego się końca.
Audrey wymyka się stereotypom głupiutkiej aktorki. Żyła i umarła pięknie, zawsze skromna i z klasą, wspierała potrzebujących, otaczała czułością rodzinę i przyjaciół. Najbardziej kochała swoich dwóch synów, dla których nawet zawiesiła karierę, by poświęcić się ich wychowaniu.
„Uosobienie elegancji” nie jest z pewnością arcydziełem, Autor używa raczej prostego języka, lecz jego miłość do matki i podziw dla niej wydają się autentyczne. Piękne zdjęcia z prywatnej kolekcji są dodatkowym atutem. Mnie to wszystko wystarczyło, by przyjemnie spędzić czas. Mam jednak świadomość, że podobne wrażenie mogą odnieść tylko Audreyoholicy, więc zarekomenduję to dzieło w inny sposób. Jeżeli możecie przeczytać tylko jedną pozycję o Hepburn, wybierzcie właśnie tę autorstwa Ferrera.
Joanna Lampka, Szwajcaria : bilet w jedną stronę, czyli jak przeżyć między krowami a bankami
Bielsko-Biała 2020, Pascal, ss. 384
Tytuł zapowiadał książkę o Szwajcarii. Niestety, okazał się bardzo mylący, ponieważ bohaterem dzieła nie jest kraj Helwetów ale mieszkająca tam autorka. Różnica w teorii może niewielka, ale w praktyce zasadnicza.
Z tekstu można zaobserwować, że Lampka prywatnie uwielbia mówić. Książka wydaje się przepisanym słowotokiem, który bez opieki redakcyjnej przedostał się do druku, ze szkodą dla czytelnika. Poczucie humoru autorki nie przypadło mi do gustu, ale to nie problem. Większym był fakt, że interesująca mnie turystycznie Szwajcaria stała się tylko tłem opowieści o bogatym życiu wewnętrznym i towarzyskim pisarki, i to tłem nic nie znaczącym. Kolejne wyjątkowe i (niezbyt) zabawne przygody, jakie przytrafiają się pisarce, mogły zdarzyć się wszędzie. Ba, wiele z nich zdarzyło się na wakacjach w Ameryce Południowej, Azji, Sycylii (trzy rozdziały z rzędu!), nie wspominając o cudownej Lubelszczyźnie. Tak, autorka opisuje każdy taki wyjazd. Wszystko pięknie, tylko dlaczego czytamy o tym w książce o, podobno, Szwajcarii.
Trochę przemawia przeze mnie gorycz, ale dawno nie czułem się tak zawiedziony, i w jakiś sposób oszukany. Treść jest kompletnie nieadekwatna z tytułem. Wierzę, że dzieło znajdzie wielu odbiorców, a nawet miłośników (Lampka jest popularną blogerką). Ale podkreślmy to dobitnie raz jeszcze: jest to książka o Polce mieszkającej w Szwajcarii, a nie o samej Szwajcarii.
Na osłodę, to chciałbym jednak pochwalić tekst o sprzątaczu z różą. Jest świetny i bardzo interesujący. Gdyby książka była złożona tylko z takich fragmentów, mogła być naprawdę wybitnym reportażem. Kilka dobrych stron na kilkaset to jednak za mało. Nie polecam!
Red. Bogumił Luft, Łacińska wyspa : antologia rumuńskiej literatury faktu
Warszawa 2018, Ośrodek Karta, ss. 304
Książka zawiera zbiór tekstów, które dotyczą dziejów Rumunii od niepodległości w XIX wieku po czasy przełomu i upadku komunizmu (i postkomunizmu). To dysertacje naukowe, wspomnienia, pamiętniki, listy. Wszystkie składają się na obraz państwa i narodu, który wiele wycierpiał, lecz tragiczny los go nie złamał.
Wielką pracę wykonał Bogumił Luft, który całość zredagował, opracował i dokonał świetnego wyboru historycznych świadectw. Szczególnie mocno zapadają w pamięć fragmenty opisujące wszystkie okrucieństwa komunizmu. W Rumunii przybrał on wyjątkowo zbrodniczą formę. Wstrząsający jest reportaż o całym sadystycznym systemie tortur w jednym z więzień. To przejmująca i uniwersalna opowieść o próbie obrony godności człowieka, kiedy znikąd nie widać nadziei.
Komunizm bywał też groteskowy, jak w śmieszno-strasznym wspomnieniu miejskiego architekta Bukaresztu w czasach rządów Nicolae Ceaușescu, kiedy inżynierzy musieli mierzyć się z kolejnymi szaleńczymi wizjami dyktatora. Urzędnicy ratowali co się da, ale dzieła zniszczenia pięknego centrum stolicy nie dało się powstrzymać. Pamiątką po tym okresie jest ogromne gmaszysko Pałacu Ludowego.
Rumunia dzisiaj jest dumnym członkiem Unii Europejskiej i wydaje się, że bolesną przeszłość ma już za sobą. Warto ją jednak poznać, by lepiej zrozumieć ten kraj. Wspaniała, wielowymiarowa i bardzo pouczająca pozycja.
Jacek Kurek, Widok z okna
Kraków 2019, eSPe, ss. 226
Tom zawiera zbiór felietonów autora opublikowanych w różnych periodykach wydawanych na Śląsku. Kurek jest bowiem znanym w tym regionie historykiem i nauczycielem akademickim.
Silesia to główny motyw kolejnych tekstów. Literat ciekawie opisuje swoją małą ojczyznę, zmiany, jakie w niej zaszły na przestrzeni dekad. Popisuje się też wiedzą na temat sztuki i muzyki.
Chociaż widać erudycję i doświadczenie literata, to jednak nie przełożyło się to na wybitność dzieła. Felietonom brakuje bardzo często puenty, pewnej błyskotliwości, niekonwencjonalności, wyjścia poza schemat. Wszystkie teksty są poprawne, ale rzadko oferują coś więcej.
Felieton, chociaż jest formą krótką, to jednocześnie bardzo trudną. Mistrzów tego gatunku uświadczymy w Polsce zaledwie kilku (moi ulubieni to Jerzy Pilch i Daniel Passent), Kurek do nich nie należy.
Marzena Juraczko, Drogi do szczęścia : rozmowy z siostrami zakonnymi
Pelplin 2018, Wydawnictwo Bernardinum, ss. 256
Miałem wyjątkowe szczęście spotkać w życiu wyłącznie wspaniałe zakonnice (zwłaszcza jedna z nich bardzo mi pomogła, dlatego dostanie tę książkę jako prezent 😊 ), więc doskonale wiem, że wszelkie negatywne stereotypy na ich temat są krzywdzące i niesprawiedliwe. Cieszę się z każdej publikacji, która ten zły wizerunek kruszy.
Najlepszą formą do przedstawienia sióstr wydaje się rozmowa. Niegdyś na tych łamach recenzowałem już podobną pozycję Małgorzaty Terlikowskiej ( http://trwoga.blogspot.com/2020/04/czytelnicze-podsumowanie-miesiaca.html ), więc trudno mi nie porównać obu tych dzieł.
Od razu zaznaczam, że nieco lepsza wydaje mi się praca Terlikowskiej. Wyraźnie widoczne było jej doświadczenie redaktorskie, umiejętność prowadzenia wywiadów z szacunkiem do drugiej osoby, lecz jednocześnie w sposób zdecydowany i dociekliwy, tym samym wyciągając więcej od swoich rozmówczyń. Siostry zakonne ujawniały się jako osoby z krwi i kości, które znają trud życia.
Dialogi Juraczko są spokojniejsze, bardziej stonowane. Autorka raczej unika w swoich pytaniach kontrowersji i skandali, niewiele dowiadujemy się też o funkcjonowaniu we wspólnocie. Ta świętoszkowatość jest nieco nużąca, lecz, co mnie zaskoczyło, nie przeszkadzała mi wcale w trakcie lektury i szybko się do niej przyzwyczaiłem.
Całość czyta się dobrze. Zbiór rozmów daje nadzieję i przywraca wiarę w drugiego człowieka. Siostry robią wiele dobrego, ale są przy tym ciche. Co wcale nie znaczy, że nie mają nic do powiedzenia. Cieszę się, że coraz częściej jesteśmy zainteresowani ich opiniami.

Komentarze
Prześlij komentarz