Planowanie wakacji
Dzisiejszy mój wpis będzie bardzo styczniowy. Początek roku wielu ludzi wykorzystuje jako odpowiedni czas, by zmienić swoje życie, albo przynajmniej coś w nim poprawić. Postanowienia często nie wytrzymują jednak konfrontacji z rzeczywistością i niepowodzenia zniechęcają do stawiana sobie kolejnych celów. Całkowicie niesłusznie. Sam w tym wpisie zachęcam do planowania przez cały rok i nieprzejmowania się porażkami. Czasami nawet lepiej, że coś nam się nie udało.
Zamiłowanie do planowania to jedno z większych moich dziwactw, które czasami staje się obiektem żartów jak np. komentarze, że wiadomo, co będę robił 11 lipca o godz. 9.41. Przyjmuję wszystkie te malutkie złośliwości z pokorą, bo – nic na to nie poradzę - to całkowita prawda. Pierwsze tegoroczne dwa wyjazdy wakacyjne (i to na dodatek oba zagraniczne) miałem dokładnie zaplanowane już 4 stycznia (z rezerwacją transportu i noclegu), a teraz cały czas obmyślam następne podróże.
Ze wszystkich rodzajów planowania, to o podróżach wydaje się najprzyjemniejsze i najbardziej mnie zajmujące. Po pierwsze dlatego, że realizacja tych marzeń zawsze jest odłożona w czasie. Długie oczekiwanie pozwala się odpowiednio przygotować, ale także niezwykle dobrze nastawia do samego wyjazdu, który wzbudza w nas tylko i wyłącznie pozytywne myśli (bo cały czas jest przed nami, a nie za nami). Po drugie podróże zawsze wiążą się z przeżyciem czegoś nowego, poznaniem innej kultury, kuchni czy też architektury, ale także ludzi. Muszę przyznać, że zwłaszcza ostatni rok obfitował w nieoczekiwane, ale bardzo sympatyczne spotkania.
W planowaniu wakacji zaczynam zawsze od wymyślenia celu (miejsca) podróży. Inspiracja może przyjść skądkolwiek – rozmowa z drugą osobą, lektura ciekawej książki albo artykułu prasowego, film w telewizji lub słuchowisko radiowe. Następnie sprawdzam ciekawe zabytki i miejsca do zobaczenia oraz potencjalne wydarzenia kulturalne. Nierzadko zdarza mi się wybrać konkretny termin z powodu odbywającego się wtedy festiwalu.
Po wyborze miejsca i daty, przychodzi czas na organizację transportu. To chyba moja ulubiona część planowania. W przedmiocie znajdowania tanich biletów mam tytuł profesora. Moje największe sukcesy to regularnie kupowane bilety za 1 zł z Krakowa do Wrocławia oraz za tę samą cenę z Warszawy do Białowieży. Za 19 zł z kolei kilka razy przeleciałem się do Gdańska i z powrotem. Ogromna satysfakcja, zwłaszcza jak w trakcie rozmowy, inna pasażerka samolotu zdradziła, że swój bilet kupiła za 120 zł (w życiu bym za tyle nie poleciał do Trójmiasta). Żeby znaleźć takie perełki, potrafię przesiedzieć w Internecie nawet kilka godzin, wyszukując połączeń lotniczych, kolejowych i autobusowych. Nie wiedzieć czemu, do wyszukiwania noclegu mam mniej pasji. Może dlatego, że nie da się żadnego znaleźć za złotówkę.
Wiedząc już wszystko, przygotowuję mapkę z zaznaczonymi wszystkimi zabytkami i ważnymi miejscami (jak np. przystanki), a także sporządzam dokładny plan drogi z miejsca na miejsce, który pełni rolę mojego własnego przewodnika. Zdarza mi się, że w trakcie jednej wycieczki często przemieszczam się między miastami. Czasami potrafiłem nawet zwiedzić 10 miejscowości w ciągu kilku dni, wtedy dla każdej z nich mam przygotowany taki mini-bedeker.
Wybraliśmy miejsce, termin wyjazdu i powrotu, kupiliśmy bilety oraz zarezerwowaliśmy nocleg. Pozostało tylko pakowanie. Traktuję je jak przykry obowiązek, na szczęście dzięki kolejnym doświadczeniom wiem co i ile zabrać. Proponuję zaopatrzyć się w 3 plecaki: jeden duży, jeden średni (jak do szkoły, idealny na podróże 3-4 dniowe) oraz jeden mały, który można złożyć i w tej wersji mieści się w ręce. Ten ostatni gadżet to rewelacja, szczególnie przydatna przy długim zwiedzaniu, kiedy noszenie dużo większej torby mogłoby być zbyt uciążliwe.
Planowanie sprawia mi ogromną przyjemność, jednak, co ciekawe, radość z dobrego planu wcale nie jest uzależniona, w moim przypadku, od jego realizacji.
Francuski filozof Blaise Pascal pisał, że rozrywka polega na ciągłym gonieniu króliczka, ale nigdy złapaniu go. Czasami mam wrażenie, że w planowaniu właśnie o to chodzi. Nie radzę więc spełniać wszystkich marzeń wakacyjnych na raz w jednym roku, a raczej przynajmniej kilka zostawić sobie w zanadrzu. Coraz częściej w trakcie wycieczek wielodniowych rezygnuję z konkretnych lokalizacji, mimo że wcześniej miałem zamiar je odwiedzić. Dzięki temu „niepowodzeniu” mam powód, by w dane miejsce jeszcze raz wrócić.
PS Planowanie to czynność, której oddaję się codziennie przez cały rok i wbrew pozorom 1 stycznia jest dniem, w którym mam najmniej postanowień. Od tego roku jednak obiecałem sobie, że każdego ranka będę ćwiczył, czyli robię 30 przysiadów, 30 brzuszków, 30 ściskań oraz 10 pompek. Na razie się udaje! Gorzej niestety idzie z blogowaniem, ale od teraz obiecuję, że moje wpisy będą pojawiać się częściej.
Ze wszystkich rodzajów planowania, to o podróżach wydaje się najprzyjemniejsze i najbardziej mnie zajmujące. Po pierwsze dlatego, że realizacja tych marzeń zawsze jest odłożona w czasie. Długie oczekiwanie pozwala się odpowiednio przygotować, ale także niezwykle dobrze nastawia do samego wyjazdu, który wzbudza w nas tylko i wyłącznie pozytywne myśli (bo cały czas jest przed nami, a nie za nami). Po drugie podróże zawsze wiążą się z przeżyciem czegoś nowego, poznaniem innej kultury, kuchni czy też architektury, ale także ludzi. Muszę przyznać, że zwłaszcza ostatni rok obfitował w nieoczekiwane, ale bardzo sympatyczne spotkania.
W planowaniu wakacji zaczynam zawsze od wymyślenia celu (miejsca) podróży. Inspiracja może przyjść skądkolwiek – rozmowa z drugą osobą, lektura ciekawej książki albo artykułu prasowego, film w telewizji lub słuchowisko radiowe. Następnie sprawdzam ciekawe zabytki i miejsca do zobaczenia oraz potencjalne wydarzenia kulturalne. Nierzadko zdarza mi się wybrać konkretny termin z powodu odbywającego się wtedy festiwalu.
Po wyborze miejsca i daty, przychodzi czas na organizację transportu. To chyba moja ulubiona część planowania. W przedmiocie znajdowania tanich biletów mam tytuł profesora. Moje największe sukcesy to regularnie kupowane bilety za 1 zł z Krakowa do Wrocławia oraz za tę samą cenę z Warszawy do Białowieży. Za 19 zł z kolei kilka razy przeleciałem się do Gdańska i z powrotem. Ogromna satysfakcja, zwłaszcza jak w trakcie rozmowy, inna pasażerka samolotu zdradziła, że swój bilet kupiła za 120 zł (w życiu bym za tyle nie poleciał do Trójmiasta). Żeby znaleźć takie perełki, potrafię przesiedzieć w Internecie nawet kilka godzin, wyszukując połączeń lotniczych, kolejowych i autobusowych. Nie wiedzieć czemu, do wyszukiwania noclegu mam mniej pasji. Może dlatego, że nie da się żadnego znaleźć za złotówkę.
Wiedząc już wszystko, przygotowuję mapkę z zaznaczonymi wszystkimi zabytkami i ważnymi miejscami (jak np. przystanki), a także sporządzam dokładny plan drogi z miejsca na miejsce, który pełni rolę mojego własnego przewodnika. Zdarza mi się, że w trakcie jednej wycieczki często przemieszczam się między miastami. Czasami potrafiłem nawet zwiedzić 10 miejscowości w ciągu kilku dni, wtedy dla każdej z nich mam przygotowany taki mini-bedeker.
Wybraliśmy miejsce, termin wyjazdu i powrotu, kupiliśmy bilety oraz zarezerwowaliśmy nocleg. Pozostało tylko pakowanie. Traktuję je jak przykry obowiązek, na szczęście dzięki kolejnym doświadczeniom wiem co i ile zabrać. Proponuję zaopatrzyć się w 3 plecaki: jeden duży, jeden średni (jak do szkoły, idealny na podróże 3-4 dniowe) oraz jeden mały, który można złożyć i w tej wersji mieści się w ręce. Ten ostatni gadżet to rewelacja, szczególnie przydatna przy długim zwiedzaniu, kiedy noszenie dużo większej torby mogłoby być zbyt uciążliwe.
Planowanie sprawia mi ogromną przyjemność, jednak, co ciekawe, radość z dobrego planu wcale nie jest uzależniona, w moim przypadku, od jego realizacji.
Francuski filozof Blaise Pascal pisał, że rozrywka polega na ciągłym gonieniu króliczka, ale nigdy złapaniu go. Czasami mam wrażenie, że w planowaniu właśnie o to chodzi. Nie radzę więc spełniać wszystkich marzeń wakacyjnych na raz w jednym roku, a raczej przynajmniej kilka zostawić sobie w zanadrzu. Coraz częściej w trakcie wycieczek wielodniowych rezygnuję z konkretnych lokalizacji, mimo że wcześniej miałem zamiar je odwiedzić. Dzięki temu „niepowodzeniu” mam powód, by w dane miejsce jeszcze raz wrócić.
PS Planowanie to czynność, której oddaję się codziennie przez cały rok i wbrew pozorom 1 stycznia jest dniem, w którym mam najmniej postanowień. Od tego roku jednak obiecałem sobie, że każdego ranka będę ćwiczył, czyli robię 30 przysiadów, 30 brzuszków, 30 ściskań oraz 10 pompek. Na razie się udaje! Gorzej niestety idzie z blogowaniem, ale od teraz obiecuję, że moje wpisy będą pojawiać się częściej.
Komentarze
Prześlij komentarz