Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2018)





Miniony miesiąc pod względem czytelniczym mogę zaliczyć do udanych. W maju przeczytałem cztery książki, lecz kulturalne żniwa dopiero przede mną i letnie miesiące powinny być jeszcze lepsze.


Ewa Winnicka, Był sobie chłopczyk 
Warszawa 2017, Wydawnictwo Czarne, ss. 208

„Był sobie chłopczyk” to opowieść o tym, jak kończy się zerwanie więzów rodzinnych i społecznych. Książka najpierw odtwarza losy głośnego śledztwa w sprawie ustalenia personaliów znalezionego w stawie w Cieszynie chłopca, a następnie stara się zrekonstruować, jak doszło do jego śmierci i jak to jest możliwe, że przez parę lat (!) nikt nie zauważył zniknięcia dziecka.

Pierwsza część reportażu to suchy zapis żmudnej pracy policjantów. Sprawdzają oni kolejne ślady, ale nie znajdują żadnego, którego można się zaczepić. W końcu, po 2 latach, odbierają telefon z właściwą informacją. Jaś z Cieszyna (tak został nazwany) okazał się dwuletnim Szymonem z Będzina, który zginął w męczarniach, po silnych uderzeniach w brzuch i nieudzieleniu mu pomocy.

Winnicka nie epatuje cierpieniem dziecka i, z szacunku do niego, nie opisuje szczegółowo jego śmierci. I bardzo dobrze. Dużo bardziej interesuje ją społeczne i psychologiczne tło historii. Wnioski są smutne. Morderstwo dziecka jest zbrodnią popełnioną przez rodziców, inną zbrodnią jest znieczulica sąsiadów i rodziny, często najbliższej. Szymonek był bity i obrażany już wcześniej, lecz tylko jeden lekarz zauważył coś niepokojącego. Brak braciszka nie nurtuje specjalnie jego przybranego rodzeństwa, jak i ciotek i wujków, którzy tłumaczą swój brak zainteresowania, osobistymi sprawami. Jedynie babcia (matka ojca) i dziadek (ojciec matki) zadają pytania, jednak zadowalają się odpowiedzią, że dziecko przebywa u drugich dziadków (nie znali się wzajemnie).

Książka jest wstrząsająca i rodzi w odbiorcach wściekłość na rzeczywistość i zarazem niedowierzanie, jak to wszystko było możliwe. Rodzi także wiele pytań o obraz polskiej rodziny i społeczeństwa. Dopóki państwo niezbyt efektywnie walczy z przemocą domową (żadnej „dobrej zmiany” w tym zakresie nie stwierdziłem), takie książki będą powstawać. I to jest najsmutniejsza refleksja, jaką mam po lekturze tej pozycji, dedykowanej wszystkim nieznanym maltretowanym dzieciom.


Wiesław Łuka, Nie oświadczam się 
Warszawa 2014, Dowody na Istnienie, ss. 287

Reportaż opisuje jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL.

W skrócie: najbogatszy mieszkaniec wsi, zwany „królem Zrębina” wraz ze swoim szwagrem oraz dwoma zięciami na oczach kilkudziesięciu świadków (siedzieli w tym czasie pijani w autobusie) najpierw przejechali, następnie zamordowali młode małżeństwo, spodziewające się potomstwa oraz młodszego brata kobiety. Wszystko działo się w trakcie wigilijnej nocy 1976 roku, kiedy mieszkańcy Zrębina wracali z pasterki z kościoła znajdującego się w pobliskim Połańcu (ofiary szły kilka kilometrów pieszo, reszta mieszkańców była usadowiona w dwóch busach i jednym samochodzie). Zaraz po morderstwie odbył się makabryczny rytuał: wszyscy świadkowie musieli przyrzec milczenie, całując krzyż oraz podpisując się własną krwią. Podobny akt został powtórzony kilka miesięcy później.

To nie jest jednak książka o wyjątkowo brutalnym zabójstwie, ale o poczuciu bezkarności głównego sprawcy, które najpierw pozwala mu bestialsko zamordować, a następnie sterroryzować i przekupić prawie wszystkich mieszkańców wsi, w tym bliskich członków rodzin ofiar (uniewinnienia głównego skazanego chciała nawet babcia zabitego rodzeństwa!). Plan długo był doskonale realizowany (ofiary miały umrzeć na wskutek wypadku), a zmowa milczenia została złamana dopiero po kilku miesiącach, w czym z pewnością pomogły liczne areszty za składanie fałszywych zeznań. Była tylko jedna rodzina, która nie przyjmowała łapówek i, poetycko rzecz ujmując, „stanęła w prawdzie” – najbiedniejsza we wsi.

Dwóch głównych oskarżonych zostało skazanych na karę śmierci (wyrok wykonano). Pozostali sprawcy wyszli z więzienia po kilkunastu latach. Wrócili do rodzinnej miejscowości, w której wciąż mieszka matka ofiar. Po śmierci męża została całkowicie sama.

Nawet po tylu latach morderstwo trójki młodych ludzi szokuje, dlatego pomysł na reedycje „Nie oświadczam się” uważam za niezwykle trafny, za co wielkie słowa uznania dla wydawnictwa. Książkę i dzisiaj czyta się jednym tchem.

Łuka jest reportażystą w starym dobrym stylu. Nie ocenia zeznań i dowodów, lecz stara się możliwie drobiazgowo opisać cały proces, docierając do samych oskarżonych oraz jak największej liczby świadków, pozwalając im przedstawić swoje racje. W ten sposób jednak najczęściej obnażone zostało ich tchórzostwo, małość, i cynizm, kiedy zastanawiają się, co bardziej im się opłaca zeznawać (swoją drogą, dzisiaj taka szczerość świadków byłaby nie do pomyślenia).

Autor odwiedza Zrębin wielokrotnie w trakcie swojej pracy, by jak najlepiej zrozumieć wydarzenia i mechanizmy funkcjonowania w tej konkretnej społeczności. Na szczęście unika publicystycznych i socjologicznych analiz, które w takich przypadkach najczęściej są nazbyt schematyczne. Każdy na podstawie tej książki musi sam się zadziwić i zastanowić nad siłą ludzkiej nienawiści i strachu, które jednym pozwalają zamordować innego człowieka, a drugim uczestniczyć w zbrodni przez milczenie.


Rebecca Solnit, Mężczyźni objaśniają mi świat 
Kraków 2017, Karakter, ss. 184

Zbiór esejów Solnit to książka bardzo ważna dla kobiet, ale przede wszystkim powinni przeczytać ją mężczyźni, by mogli zrozumieć ich batalię o równość płci, która trwa i musi trwać.

Sojusznikiem w walce o swoje prawa stał się dopiero język. By walczyć z problemem i mieć szanse na pokonanie go, trzeba go najpierw nazwać. Solnit wskazuje, że dopiero hasło „Kultura gwałtu” jako opis sytuacji kobiet we współczesnym świecie przyczyniło się do dyskusji nad przemocą (seksualną, ale nie tylko) wobec kobiet i dotychczasowym, cichym lub głośnym, przyzwoleniem na nią. Statystyki policyjne są bezlitosne – co 6 minut w USA jest zgłaszany gwałt, wiele kobiet doznało agresji lub czuło się nią zagrożonymi.

Wcześniej głos kobiet był lekceważony, a zeznania i opowieści poddawano w wątpliwość. Od tego momentu miało się zmienić wszystko. Nazwanie, a następnie uznanie jako fakt „Kultury gwałtu” było kamieniem, który poruszył lawinę. Akcja #metoo to kolejny jej etap.

Autorka to czołowa przedstawicielka amerykańskiego feminizmu, który wydaje mi się znacznie radykalniejszy od polskiej wersji, stąd wnioski, jakie płyną z książki są zarazem słuszne, a jednocześnie trudne do przeniesienia na nasz krajowy grunt.

Według Solnit położenie kobiet jest pokłosiem kapitalizmu, który jako system z zasady opiera się na nierówności i jej sprzyja, zwłaszcza tej ekonomicznej, wznosząc jednocześnie mury nierówności w innych dziedzinach życia. Historia Dominique’a Straussa-Kahna (poświęcony jest mu cały drugi rozdział) wydaje się tu najdobitniejszym przykładem.

Równość płciowa jest więc powiązana z równością ekonomiczną. Muszę przyznać, że ten pogląd jest mi bliski, lecz wiem, że nad Wisłą brzmi on jak herezja.

Solnit poświęca akapit Romanowi Polańskiemu, którego – prawie w tym samym czasie, zaledwie miesiąc różnicy – Polacy przywitali owacją na stojąco w trakcie przyznania nagród filmowych „Orły”, a Amerykanie wyrzucili z akademii przyznającej Oscary.

W czasach #metoo ta różnica pomiędzy amerykańskim a polskim feminizmem może się według mnie powiększyć. Mam nadzieję jednak, że się mylę. Awantura przy promocji książki Jakuba Dymka daje powody do optymizmu.


Raja Shehadeh, Palestyńskie wędrówki : czyli zapiski o znikającym krajobrazie
Kraków 2011, Karakter, ss. 279

Zaskakująca książka. Na pierwszy rzut oka to zapis siedmiu pieszych wędrówek autora po wzgórzach położonych na Zachodnim Brzegu Jordanu. Jednak pod pozorem geograficznych i przyrodniczych opisów przeobrażeń, jakimi poddane zostały ulubione szlaki Shehadeha, kryje się przygnębiająca opowieść o frustracji i poczuciu porażki, kiedy ukochany krajobraz został bezpowrotnie zniszczony przez agresywnego najeźdźcę. Usychające gaje oliwne, którymi nie ma kto się zajmować, stają się metaforą Palestyny, o którą nie ma kto się w świecie upomnieć.

Autor, będący prawnikiem, jako jeden z nielicznych potrafił dostrzec nadciągającą katastrofę w postacie ekspansywnego osadnictwa Izraelczyków, których państwo wykorzystując kruczki prawne, a także słabość rządzących Palestyną, krok po kroku zagarnia coraz więcej ziemi. Porozumienie z Oslo, za które sygnatariusze otrzymali pokojową nagrodę Nobla, to dla niego zwiastun kataklizmu, bowiem przyzwolenie na osadnictwo zniszczyło nie tylko krajobraz Palestyny, ale także jej kulturę, historię, tradycję, rolnictwo i życie społeczne.

Konflikt izraelsko-palestyński jest opisywany przeważnie pod kątem działań wojennych lub terrorystycznych i sprowadza się do informacji, ile osób poniosło śmierć i w jakich okolicznościach. Shehadeh udowadnia, że można o tych sprawach pisać inaczej, unikając epatowania przemocą, a jednocześnie w sposób przejmujący podkreślić tragiczne położenie swojego narodu, z którego nie widać dobrego wyjścia.

Naprawdę zaskakująca książka, ale i wybitna.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)