Nieloteryjne rzuty karne





Przed nami faza pucharowa Mundialu, czyli czas na rzuty karne. Jedno z bardziej znanych piłkarskich powiedzonek głosi, że są one loterią. To z każdym rokiem coraz większa bzdura. 

W książce „Futbonomia”, którą już na blogu omawiałem (patrz: literackie podsumowanie marca), jest smakowity rozdział o pasjonatach rozsianych po całym świecie, którzy analizują sposób wykonania rzutów karnych przez zawodników oraz bronienia strzałów z 11 m przez bramkarzy. Oczywiście z każdym rokiem baza danych powiększa się o nowe nazwiska i jest coraz dokładniejsza (bo na coraz większej próbce). Z tej wiedzy korzystała swego czasu choćby Chelsea Londyn (chociaż z powodu m.in. poślizgnięcia się na piłce przez Johna Terry’ego nie odniosła sukcesu w LM). 

Zebrane dane przedstawiają, w którym kierunku strzelają najczęściej konkretni zawodnicy, ale nie tylko. Baza zawiera także informacje o reakcji uderzającego piłkarza na zachowanie bramkarzy. Wszystko ujęte oczywiście w procentach. Np. zawodnik XYZ w 80% przypadkach strzelał w lewy górny róg bramki, jeśli golkiper nie rzuci się w żadną stronę przed uderzeniem.

Nie trzeba dodawać, że dla bramkarzy ta wiedza jest bezcenna i znacznie zwiększa ich szanse na skuteczną interwencję. Ale i oni są poddani szczegółowej analizie. Z zebranych danych można się bowiem także dowiedzieć, które rogi najczęściej wybierają, by się rzucić, albo czy potrafią wyczekać z interwencją do momentu strzału. Np. jeśli rzucają się wcześniej, to cierpliwy strzelec może spokojnie uderzyć w drugą stronę (albo środek). 

Czytając omawiany rozdział w „Futbonomii”, zastanawiałem się, czy proceder korzystania z tych danych stanie się kiedykolwiek powszechny. Wydaje się, że tak, a teorię tę potwierdził Jakub Błaszczykowski. Reprezentant Polski udzielił „Rzeczpospolitej" wywiadu (http://www.rp.pl/Polskie-Orly/306109945-Blaszczykowski-Nie-zabierajcie-mi-marzen.html), w którym  w jednej z odpowiedzi zdradził, że Portugalczycy (przyznał mu to klubowy kolega Vieirinha) doskonale wiedzieli, jak Polacy wykonują rzuty karne, więc spokojnie na nie czekali. I doczekali się z pozytywnym dla siebie skutkiem, bowiem to oni awansowali dalej, a tym, który zmarnował „jedenastkę” był właśnie Błaszczykowski.

Pudło skrzydłowego było brzemienne w skutkach, bowiem Polska odpadła przez nie z ME, ale jeszcze więcej do zarzucenia sobie może mieć Leo Messi. Argentyńczyk to piłkarz, który potrafi z piłką dosłownie wszystko oprócz wykonywania rzutów karnych. Mam świadków, że przed tegorocznymi MŚ przepowiedziałem co najmniej jedno jego pudło z 11 m w trakcie turnieju. Nie spodziewałem się tylko, że stanie się to w pierwszym jego meczu (z Islandią). Karnym Messiego poświęcone zostały niegdyś dwie strony w gazecie hiszpańskiej. Wniosek był prosty: Messi ma swoje ulubione kierunki, które rzadko zmienia i panikuje, gdy bramkarz wyczekuje go do końca. Wyczytałem gdzieś, że Messi w karierze ma 76% wykorzystanych karnych (słaby wynik). Robert Lewandowski może się pochwalić skutecznością ponad 90 %. Te kilkanaście procent na tym poziomie to ogromna przewaga na korzyść naszego rodaka.

Strzały Messiego łatwiej obronić, ponieważ jest on bardzo przewidywalny (powtarzalny) w tym elemencie gry, a poza tym wykonuje je mniej precyzyjnie. Tylko trzeba o tym wszystkim wiedzieć przed rzutem karnym.

Jestem przekonany, że większość reprezentacji nie zostawia miejsca na przypadek i już ma rozpracowanych rywali w omawianym względzie, albo zamierza te dane wykupić. Nie ma co oszczędzać, bo od tej wiedzy może zależeć kwestia awansu do następnej fazy. Na najwyższym poziomie nazywanie rzutów karnych loterią staje się coraz bardziej bezcelowe. 

Na koniec kilka moich proroctw dotyczących mistrzostw świata. Mam nadzieję, że się nie ośmieszę (choć moje typy, że Polska spokojnie wyjdzie z grupy, Niemcy dojdą do półfinału, a Antoine Griezmann zostanie królem strzelców, dziś wyglądają żałośnie). A więc jedziemy. Mistrzem zostanie zwycięzca ćwierćfinału Hiszpania – Chorwacja (stawiam jednak na tych pierwszych), a w finale pokona Brazylię; daleko (czytaj do półfinału) zajdzie Kolumbia, która ośmieszy Anglię w bezpośrednim starciu; Argentyna skompromituje się w swoim meczu z Francją. Ostatniej przepowiedni jestem najbardziej pewny. Miłego oglądania!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)