Czytelnicze podsumowanie miesiąca (sierpień 2018)
Ostatni miesiąc wakacji pod względem czytelniczym był najlepszy w tym roku. Przeczytałem cztery książki, a taki wynik był możliwy, oczywiście, tylko dzięki urlopowi w Okulicach i hamakowi, na którym polegując czyta mi się najlepiej.
Rafał Matyja, Wyjście awaryjne : o zmianie wyobraźni politycznej
Kraków 2018, Karakter, ss.
183
W świecie mediów tożsamościowych i takich samych ekspertów, którzy każą zająć stanowisko i opowiedzieć się po którejś ze stron politycznego sporu, warto sięgać do pozycji, które na problem próbują spojrzeć szerzej. Rafał Matyja należy do tych publicystów, których powinno się czytać, jeśli chce się zrozumieć skomplikowane procesy polityczne i nie zadowalać sztampowymi odpowiedziami.
Współczesna historia III RP jest opowiadana przeważnie
jako wielkie zwycięstwo albo podobnych rozmiarów klęska. Autor uważa, że obie
oceny są niesłuszne i wskazuje, które potknięcia ostatniego okresu wyniosły PiS
do władzy. Partia rządząca jest poddana surowej krytyce, ale wybrzmiewa ona
inaczej niż w podobnych analizach. PiS według Matyi nie wymyśliło niczego
nowego, ale jest winne temu, że dotychczasowe patologie w funkcjonowaniu
państwa jeszcze bardziej przybrały na sile. W ten sposób rządy PiS można
traktować jako złą zmianę, ale tylko zmianę, nie rewolucję (a już na pewno nie
dyktaturę lub prawie dyktaturę).
Nie ze wszystkimi tezami publicysty się zgadzam, ale
czytałem tę pozycję z zainteresowaniem. To odświeżający głos symetryzmu, będący
dowodem, iż ta postawa nie jest wcale tchórzostwem, lecz intelektualną
przyzwoitością w tych niespokojnych czasach.
Joseph Conrad, Jądro ciemności
Kraków 2011, Wydawnictwo
Znak, ss. 128
Bardzo interesująca książka, która nie poddaje się
prostym interpretacjom. Z jednej strony uważana za być może najdonośniejszą
krytykę kolonializmu, z drugiej autorowi zarzucano rasizm i seksizm (przyjmując
hermeneutyczny punkt widzenia, argumenty za tym drugim uważam za bezpodstawne).
„Jądro ciemności” opisuje wyprawę statkiem głównego
bohatera, Marlowa, w głąb afrykańskiej dżungli. Drogę wieńczy odnalezienie
agenta handlowego Kurtza, o którego działalności oraz skuteczności krążą
legendy a on sam cieszy się ogromnym szacunkiem. Marlow jest zafascynowany
postacią Kurtza, lecz kolejne przygody i trudności w dotarciu do celu uświadamiają
mu także skalę wyzysku i poniżania tubylców. Kiedy dochodzi do spotkania
zachwyt Marlowa Kurtzem jest już wymieszany z
przerażeniem skalą zła, jaką może wyrządzić nawet najlepiej wykształcony
reprezentant gatunku ludzkiego.
Ja sam po lekturze utwierdziłem się w przekonaniu,
które swego czasu zasiał we mnie Ryszard Kapuściński, że kolonializm jest jedną
z największych zbrodni w historii. „Jądro ciemności” w sposób sugestywny
ukazuje grzechy białego człowieka popełnione na mieszkańcach Afryki. Mocna i
bardzo nieprzyjemna lektura, ukazująca zgrozę minionych czasów, pozostając
aktualną i dzisiaj.
Margaret Atwood, Opowieść podręcznej
Warszawa 2017, Wielka
Litera, ss. 367
Muszę przyznać, że jestem wielkim miłośnikiem wszelkich
utopii, dystopii lub antyutopii, więc tę książkę miałem w planach od dawna i w
końcu udało mi się ją przeczytać. Lektura spełniła wszystkie moje oczekiwania.
Kobieca i feministyczna perspektywa Margaret Atwood
jest świetną wiadomością, bo dodaje wiarygodności opisywanej historii. Mam
przekonanie, że żaden mężczyzna nie byłby w stanie w tak sugestywny sposób
opisać piekło, które system może zgotować paniom.
„Opowieść podręcznej” przedstawia wymyśloną Republikę
Gileadu (udającą w sposób jednoznaczny Amerykę), w której o wartości kobiety
stanowią jej zdolności reprodukcyjne, a urodzenie dziecka jest jej głównym i
podstawowym obowiązkiem. „Podręczne” mają bardzo ograniczone prawa i de facto
są własnością swoich panów (Komendantów). Ich życie jest pozbawione miłości i
wyższych uczuć. Niektóre z nich planują się jednak zbuntować przeciw takiemu
porządkowi.
Chociaż podstawą każdej antyutopii jest rzeczywistość fikcyjna,
to o jej sile zawsze stanowi wiarygodność historii. Książka Atwood spełnia ten
warunek, dlatego tak szczególnie zmusza do refleksji, nad tym, czy taki świat
jest możliwy wyłącznie w wyobraźni. Czy może jednak nie tylko...
Aleksandra Boćkowska, Księżyc z peweksu : o luksusie w PRL
Wołowiec 2017, Wydawnictwo
Czarne, ss. 328
Jedna z większych tegorocznych niespodzianek
czytelniczych. Coraz częściej zdarza mi się, że kupuję książkę z myślą bardziej,
by nią kogoś obdarować, niż samemu ją przeczytać. Temat luksusu w PRL wydawał
mi się niezbyt interesujący i za mało konkretny, więc nie martwiłem się
specjalnie, że pozycja krąży po rodzinie, zamiast bezpiecznie czekać na swoją
kolej na półce w domu. Jednak po entuzjastycznych recenzjach mojej babci i mamy,
które czytały przede mną, postanowiłem i ja dać szybciej szansę tej książce.
Okazała się ona idealna na wakacje.
„Księżyc z peweksu” składa się z rozdziałów, które nie
są ze sobą połączone, ale mają wspólny mianownik: to opis walki Polaków o odrobinę
luksusu w czasie, gdy jest o niego bardzo trudno, a także gdy nie jest on mile
widziany.
Na życie na nieco wyższym poziomie oczywiście nie wszyscy
mogli sobie pozwolić, dlatego dobór tematów jest po pierwsze zawodowy, a w
konsekwencji geograficzny. Inaczej wyglądało bogacenie się u marynarzy w Gdyni,
inaczej u górników na Śląsku, a jeszcze inaczej u „hrabiostwa” z Krakowa.
Najłatwiej mieli bonzowie partyjni, choć oni też najszybciej tracili gromadzone
dobra.
Książka jest bardzo zabawna, roi się od anegdot, i
czyta się ją szybko. Opowiada też historię komunizmu w naszym kraju z nieco innej
perspektywy, bardziej społecznej, a mniej politycznej. Refleksja jednak jest
gorzka. PRL miała budować większą równość i sprawiedliwość, zamiast tego
nauczyła Polaków kombinatorstwa.
Komentarze
Prześlij komentarz