Czytelnicze podsumowanie miesiąca (lipiec 2019)
Lipiec był dla mnie trudny. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak dużo pracowałem. Odbiło się to, oczywiście, niekorzystnie na liczbie przeczytanych książek, ale za to były to bardzo interesujące pozycje. W sierpniu będę miał wreszcie wyczekiwany urlop, więc powinienem nadrobić wszelkie zaległości.
Anna Romaniuk, Orzeszkowo 14 : historie z Podlasia
Wołowiec 2019, Wydawnictwo Czarne, ss. 159
Książka jest bardzo niepozorna, a tematyka wydaje się niezbyt pasjonująca. Autorka opisuje życie w niewielkiej wsi na skraju Puszczy Białowieskiej. Zdobycze cywilizacji są daleko, niewiele się tu dzieje. Dodatkowo natura jest mało przyjazna, a zima długa i ostra. Piękno Podlasia tkwi jednak w prostocie, ale na szczęście Romaniuk potrafiła je sugestywnie pokazać, co nie było łatwym zadaniem.
Wspaniałe są opisy dzikiej przyrody. Zmieniające się pory roku rządzą nie tylko kalendarzem świeckim, ale wydają się też idealnie zespolone ze świętami religijnymi. W tym przypadku prawosławnymi, bo w Orzeszkowie i całej okolicy ludzie od pokoleń chodzą przede wszystkim do cerkwi, a nie do kościołów.
W historii miało to swoje konsekwencje, gdzie starano się przeciwstawić jednych drugim. Różnorodne Podlasie jednak przetrwało i dzisiaj może być dowodem świetnie działającego ekumenizmu. Opowieść o małej ojczyźnie zamieniła się dzięki Romaniuk w wartościowe świadectwo o tolerancji dla innych kultur, czy przekonań religijnych. To uniwersalne przesłanie jest bardzo potrzebne w dzisiejszej Polsce.
Orzeszkowo dzięki tej książce stało się czymś więcej niż tylko punktem na mapie. Aż chce się tam jechać i sprawdzić, czy słowa pokrywają się z rzeczywistością. Inne, podobne miejsca w Polsce czekają jeszcze na swojego kronikarza. Trudno będzie jednak sprostać wyzwaniu, bo Romaniuk wysoko zawiesiła poprzeczkę.
Wojciech Chmielarz, Podpalacz
Wołowiec 2012, Wydawnictwo Czarne, ss. 359
Chmielarz ma opinię najlepszego obecnie polskiego autora kryminałów. Świadczą o tym liczne nagrody i więcej niż pozytywne recenzje. Postanowiłem sprawdzić, czy ten pogląd jest słuszny.
„Podpalacz” jest pierwszą częścią cyklu o policjancie Jakubie Mortce. Oczywiście, co jest standardem w tym gatunku literackim, śledczy z Warszawy ma bardzo skomplikowane (czytaj: nieudane) życie osobiste: rozwiódł się z żoną, dzieci widzi parę razy w tygodniu, a w mieszkaniu, które wynajmuje z parą studentów, czas spędza głównie na oglądaniu telewizora z puszką piwa w ręku (spożycie w normie – chociaż tyle). Życie w zasadzie mija mu tylko na pracy.
Przynajmniej tę ma ciekawą. W stolicy grasuje seryjny podpalacz. Pozostawia po sobie zgliszcza i... zwłoki kolejnych ofiar, co nie do końca jest zgodne z profilem psychologicznym. Dodatkowo, jeden z pogorzelców został zamordowany, zanim rozpętał się pożar. Sprawa się więc bardzo komplikuje.
Autor pod względem budowania fabuły jest uzdolniony, nie ma co do tego wątpliwości. Książkę czyta się dobrze: treść nie jest przegadana, akcja posuwa się dynamicznie do przodu. Pisarz potrafił też zaskoczyć czytelnika. Kiedy wydawało się, że policjanci ustalili już sprawcę, a prokurator zakończył sprawę, to Mortka postanowił wyjaśnić ostatnią wątpliwość. Efektem kolejny trup. Naprawdę, trudno nie kochać kryminałów :-)
Nie powiedziałbym, że Chmielarz jest najlepszym polskim autorem w tym gatunku (najbardziej podchodzi mi Tomasz Konatkowski), ale z pewnością należy do ścisłej czołówki. Chętnie sięgnę po kolejne jego pozycje.

Komentarze
Prześlij komentarz