NBA: Konferencja Zachodnia — zapowiedź sezonu 2021/2022

 

Kontynuując wątek z przedwczorajszego wpisu (http://trwoga.blogspot.com/2021/10/nba-konferencja-wschodnia-zapowiedz.html ), tym razem zapraszam Was na zapowiedź Konferencji Zachodniej NBA.

Od razu przyznaję, że na Zachodzie grają dwie z trzech moich ulubionych drużyn sportowych. Na 1. miejscu Cracovia, zaraz za nią Minnesota Timberwolves i Los Angeles Clippers. To tym ekipom poświęcę najwięcej miejsca w moich tekstach o NBA, będę relacjonował ich spotkania i komentował sytuację w zespole. Od nich też zacznę opis tej konferencji.

 

 

Minnesota Timberwolves to jedna z najsłabszych ekip w historii amerykańskiego sportu zawodowego, symbol nieudolnego zarządzania i kolejnych porażek. Ciągłe zmiany koncepcji, fatalne wybory i koszmarne decyzje to codzienność klubu, który w ostatniej dekadzie tylko raz wystąpił w play-offach. Klubu, który sobie wybrałem do kibicowania, bo uwielbiałem Kevina Garnetta, grającego tu przez większość swojej wspaniałej kariery.

Jest nadzieja na koniec tej tragicznej epoki, bowiem Glen Taylor, sprawca tych nieszczęść postanowił wreszcie sprzedać klub. Z kilku ofert wybrał tę sygnowaną przez biznesmena Marca Lore i byłego baseballistę Alexa Rodrigueza (w Polsce może być bardziej znany z tego, że był narzeczonym Jennifer Lopez).

Ten triumwirat (w USA przejęcie władzy w takich sytuacjach trwa parę lat) zaczął od zwolnienia Gerssona Rosasa prezydenta klubu do spraw koszykarskich. Takie decyzje miesiąc przed startem sezonu są rzadkością i niezbyt korzystnie świadczą o organizacji. To raczej kolejny dowód na wszechobecny chaos i bałagan. Powodem wyrzucenia Kolumbijczyka było jego nieprzyjazne zachowanie wobec innych członków sztabu oraz romans z pracownicą klubu (oboje mają małżonków). Zastąpił go Sachin Gupta, pierwsza osoba pochodzenia hinduskiego na tak eksponowanym stanowisku w NBA. Jest ceniony wśród współpracowników za umiejętności interpersonalne, a także za wiedzę o koszykówce.

Zmiany właścicielskie cieszą mnie (bo gorzej być już nie może), ale nad tym przejęciem wisi jeden olbrzymi znak zapytania. Zdarza się w Stanach Zjednoczonych, że gdy kluby zmieniają właścicieli, to ci przenoszą zespół do innego miasta. Lore i Rodriguez zaprzeczają, ale…

Ale zakończmy teraz te dywagacje, bo grożą zawałem serca u mnie, i blog ten będzie nie dość, że zatrwożony, to i zamrożony ;)

Przejdźmy więc do sportu.

Timberwolves po wielu rewolucjach kadrowych zgromadziło bardzo utalentowaną młodzież, jedną z najlepiej zapowiadających się w całej lidze. Liderem jest środkowy Karl-Anthony Towns, do pomocy ma swojego przyjaciela D’Angelo Russella (obaj 25 lat) oraz Anthony’ego Edwardsa (20 lat).

Powiem szczerze, pierwszy raz od dawna, jestem optymistą. „Leśne Wilki” tym razem mniej mieszały w składzie (chociaż wciąż są zainteresowane Benem Simmonsem, za którego musiałyby oddać kilku zawodników), a korekty oceniam korzystnie. Pozyskano Patricka Beverleya, świetnego defensora, który razem z Taureanem Prince’em powinien znacznie poprawić obronę, największą słabość zespołu. Poza tym dołączył Leandro Bolmaro z Barcelony.

Podobają mi się także rozwiązania trenera Chrisa Fincha. Widać, że pracuje nad charakterem graczy, co było już widać w ubiegłym sezonie. Przestano ordynarnie tankować (celowo przegrywać, by mieć wyższe szanse na wysoki numer w drafcie), budując w ten sposób mentalność zwycięzców. Zyskał na tym zwłaszcza Edwards. Młody zawodnik z Georgii w drugiej części rozgrywek prezentował się znakomicie, pokazując w pełni swój potencjał. Draft sprzed roku w ogóle był bardzo udany dla Timberwolves, bo i Jaden McDaniels grał nadspodziewanie dobrze. Obaj drugoroczniacy urośli w trakcie przerwy letniej, więc ciekawie będzie ich zobaczyć w pierwszych meczach. Może ich nie poznam :)

Nie ma w zespole żadnych większych kontuzji, wszyscy trenują normalnie. Towns postawił na szybkość kosztem siły, co znacznie zwiększy jego i tak już ogromne atuty ofensywne. Miejmy nadzieję, że Russell będzie podejmował lepsze decyzje na boisku, bo ogromny talent ma, tylko żeby nadążyła za tym głowa. Na nim, jako na rozgrywającym spoczywa największa odpowiedzialność.

W poprzednich latach zawsze byli w składzie koszykarze, za którymi nie przepadałem, którzy mnie w jakiś sposób denerwowali (głównie za to, że robili głupie błędy, oddawali niepotrzebne rzuty, zabijali tempo gry). Teraz trudno mi kogoś takiego znaleźć. Nikt nie stawia na Timberwolves, a ja uważam, że mogą zaskoczyć, i będę zdziwiony, gdyby nie znaleźli się nawet w turnieju play-in. W przypadku przedwczesnych wakacji, Towns może zażądać transferu, bo ileż można znosić niepowodzenia. I tak długo wytrzymał, za co go podziwiam i mu dziękuję.

„Leśne Wilki” po latach przegrywania, przeszły na tryb zwyciężania tu i teraz. Zwiększa to presję, ale może właśnie jej brakowało dotąd w Minneapolis. Czas wymówek się skończył. Usprawiedliwień nikt nie zrozumie. Wataha musi wrócić z łowów ze zdobyczą.

Oczekiwania zmniejszono w Los Angeles Clippers. Dla nich ubiegły sezon był wspaniały, a równocześnie pozostawił spory niedosyt. Co by było, gdyby Kawhi Leonard nie złapał kontuzji…

Clippers odnieśli największy sukces w historii klubu, awansując do finału konferencji, jednak ze zdrowym Leonardem byliby w opinii wielu (tym mojej) mistrzami NBA.

Jeden z najlepszych koszykarzy na świecie jest wyłączony z gry co najmniej do końca lutego, chociaż według komunikatów rehabilitacja przebiega pomyślniej niż pierwotnie zakładano. Nie zmienia to faktu, że Kawhi w znaczącej części sezonu zasadniczego nie pomoże kolegom na parkiecie.

Nikt więc nie spodziewa się cudów po ekipie z Los Angeles. Niemniej ich skład, mimo tego ewidentnego osłabienia, pozostaje nadal bardzo silny, i inni mogą zapłacić srogą karę za lekceważenie podopiecznych Tyronna Lue.

Przed wielką szansą odkupienia swoich licznych win stanie Paul George. Trudno znaleźć bardziej chimerycznego zawodnika w całej NBA. Przeplata on mecze wybitne z przeciętnymi, czy też zwyczajnie słabymi. Jako druga opcja rzucało się to mniej w oczy. Jako lider będzie musiał prezentować znacznie stabilniejszą formę.

Clippers w zasadzie utrzymali trzon kadry. Jedna zasadnicza poprawka to wymiana Beverleya na Erika Bledsoe, który daje więcej możliwości zarówno w ofensywie, jak i defensywie.

Po kontuzji wraca Serge Ibaka, przedłużono kontrakt z Reggie Jacksonem, Nicolasem Batumem i Terrencem Mannem, którzy mieli swoje fantastyczne momenty w play-offach. Zwłaszcza Jackson w spektakularny sposób odrodził swoją karierę. Rok temu był bliski wyrzucenia z ligi, bo prawie nikt go nie chciał, teraz ma umowę liczoną w dziesiątkach milionów dolarów.

Zespół z Los Angeles mierzy w pierwszą „szóstkę”, która gwarantuje udział w play-offach. Łatwo nie będzie, bo konkurencja na Zachodzie, jak zawsze, jest ogromna. Na palcach jednej ręki można policzyć zespoły, które mają inne zamiary. W zasadzie tylko Houston Rockets i Oklahoma City Thunder są w fazie przebudowy, więc potrzebują wysokich wyborów w drafcie. Te najlepiej uzyskać, notując słabe wyniki. I właśnie taki jest ich cel. Dziwne, ale tak zbudowany jest Amerykański sport. Najlepiej być silnym albo tragicznym, najgorzej przeciętnym.

Do średniaków zaliczyć można właśnie New Orleans Pelicans, Sacramento Kings i San Antonio Spurs. Pelicans nie pomoże, w mojej opinii, Zion Williamson, który pierwsze tygodnie spędzi, lecząc kontuzję. Zespół z Nowego Orleanu, chociaż ma dużo talentu, jest nie najlepiej zbudowany, brakuje mu głębi, gracze nie pasują do siebie. Brandon Ingram jest ciekawym zawodnikiem, acz niekoniecznie nadaje się na lidera.

Sacramento Kings interesująco wybiera w ostatnich draftach, ale potrzebne są zmiany, bo trochę za dużo jest tam dobrych rozgrywających, a za dużo luk na innych pozycjach (zwłaszcza podkoszowych). Drużyna cierpi też na brak dobrych defensorów. San Antonio Spurs ma wybitnego trenera (Gregg Popovich) i tyle pozytywnego można o nich powiedzieć :)

Fascynująco za to zapowiada się walka o najwyższe lokaty. Bardzo wzmocnili się Los Angeles Lakers, mistrzowie z 2020 roku. „Jeziorowcy” mieli doskonale przygotowane transfery, bo w zasadzie już pierwszego dnia „okienka” podpisali wszystkie kontrakty, jakie chcieli. Słusznie zdiagnozowano największe dotychczasowe problemy: brak dobrych strzelców dystansowych oraz kto ma prowadzić grę pod nieobecność na parkiecie LeBrona Jamesa. Za rozgrywanie wezmą się Rajon Rondo i Russell Westbrook. Poprawić skuteczność rzutów za trzy mają Kendrick Nunn, Wayne Ellington, Malik Monk i Carmelo Anthony. Poza tym do zespołu dołączyli Trevor Ariza, Dwight Howard, DeAndre Jordan i Avery Bradley. Ta rewolucja kadrowa jest nią tylko z pozoru. Choćby dla Rondo i Howarda jest to powrót do Lakers po roku przerwy, więc doskonale znają zagrywki i ustawienia.

Pewną bolączką ekipy może być wiek. Większość kadry jest już sporo po trzydziestce. Dla kilku z nich to może być „ostatni taniec” i/lub jedyna szansa na mistrzostwo. Patrząc odwrotnie, z pewnością mocną stroną będzie doświadczenie, bo kadra składa się z rekordowej liczby uczestników meczu gwiazd.

Lakers chcą odzyskać tytuł, bo nie może być inaczej jeśli w kadrze masz Jamesa i Anthony’ego Davisa, ale nie oni jedyni będą się bić o to trofeum. Bardzo silni są Utah Jazz (najlepsza drużyna ostatniego sezonu zasadniczego) oraz Phoenix Suns, którzy przegrali w finale z Milwaukee Bucks 2-4. W obu klubach przedłużono kluczowe kontrakty i postanowiono lekko się wzmocnić na wybranych pozycjach. Do Jazz przyszedł Rudy Gay, który zwiększy pole manewru w ofensywie. Suns dokooptowali Landry’ego Shameta, ciekawego młodego strzelca dystansowego, mającego jednak pecha, bo ciągle zmieniającego drużyny. Suns będą jego czwartą, ale być może ostatnią na jakiś czas, gdyż podpisał z nimi długoletnią umowę.

Do play-offów bezpośrednio powinni dostać się też Denver Nuggets i Golden State Warriors, i to pomimo problemów z kontuzjami. W grudniu wyczekiwany jest powrót na boisko po 2,5 latach przerwy (sic!) Klaya Thompsona. To jeden z najlepszych rzucających za 3 koszykarzy w historii. W ostatnim okresie nie opuszczał go jednak pech. Thompson ma taki styl gry, że akurat długotrwałe urazy nie powinny go tak bardzo zahamować, bo opiera on się na technice rzutu, a nie na atletyzmie. Warrios bez niego radzili sobie przeciętnie, w ubiegłym sezonie nie awansowali nawet do play-offów, ale w tym zbudowali szerszy skład, którym dowodzi fantastyczny Stephen Curry. Wspierają go niezawodny druh Draymond Green i Andre Iguodala, który był znaczącą postacią mistrzowskiej drużyny z końca ubiegłej dekady.

Nuggets mają podobny problem co Clippers, bo długo będą musieli sobie radzić bez kontuzjowanego Jamala Murraya. Lecz akurat jego łatwiej zastąpić niż Leonarda czy Thompsona. Poza tym kadra jest szeroka, silna i stabilna. „Baryłki” przedłużyły kontrakt miedzy innymi z Michaelem Porterem Juniorem i Aaronem Gordonem. Obu, według mnie, przepłacili, ale taka jest cena, kiedy chcesz wygrywać. Denver ma w kadrze najlepszego środkowego ligi w osobie Nikoli Jokicia. Ten niepozornie wyglądający olbrzym (211 cm) z Serbii ma wyjątkową smykałkę do kombinacyjnej gry. Trudno powstrzymać drużynę, gdzie cudowne asysty rozdaje center. Dlatego Nuggets są niezwykle przyjemną do oglądania ekipą, a przy tym bardzo skuteczną.

Obecny sezon powinien być przełomowy dla Portland Trail Blazers. Zespół z Oregonu dotąd regularnie awansował do play-offów, gdzie jednak szło mu ze zmiennym szczęściem, a ostatnie występy kończyły się raczej zawodem. Pierwsze symptomy niezadowolenia z kolejnych porażek zgłasza Damian Lillard, dotąd uważany w NBA za wzór lojalności. Obecnie zaprzecza, jakoby chciał odejść, ale dla Portland to może być ostatnia szansa, by zbudować mocny skład wokół niego. Uważam, że misja ta zakończy się niepowodzeniem i projekt wypali się już w tym sezonie. Ze wszystkich potęg Zachodu, to właśnie Trail Blazers są obecnie najbardziej na krawędzi.

Na sam koniec dwie ciekawe ekipy, gdzie kluczowymi zawodnikami są młodzi rozgrywający: Dallas Mavericks z Luką Dončiciem oraz Memphis Grizzlies z Ja Morantem (obaj 22 lata).

Wielkie oczekiwania są względem zwłaszcza Mavericks, którzy według opinii wielu ekspertów zanotują wspaniały sezon, a Dončić dzięki świetnemu bilansowi będzie się bił o nagrodę MVP. Szczerze, jakoś tego w ogóle nie widzę. Kadra Dallas nadal wydaje się uboga w porównaniu do konkurencji, a poza tym Słoweniec, chociaż już jest wybitnym koszykarzem, to, moim zdaniem, w sposób zbyt znaczący dominuje grę, na czym cierpi nieco zespół. Dodatkowo, uważam, iż zmiana trenera z Ricka Carlisle’a na Jasona Kidda to akurat zły pomysł.

Reasumując, Mavericks to w tej chwili najbardziej przeceniana drużyna w NBA. Gotów jestem jednak odwołać te słowa. Dončić będzie jednak musiał po raz kolejny użyć swej magii.

Grizzlies to najdziwniejsza drużyna Zachodu. Geograficznie leży na Wschodzie, i przy możliwej ekspansji ligi o ośrodki z Las Vegas czy Seattle, to Memphis przejdzie do Konferencji Wschodniej. Sportowo za to są za silni, by szorować dno tabeli, ale nieco za słabi, by rywalizować jak równy z równym z mocarzami. Przy tym jednak dosyć ciekawi, i świetnie rozwijający się, więc za kilka lat wszystko może się zmienić.

„Miśki” skompletowały całkiem już klasowy i młody skład, a zdobyte w ubiegłym sezonie doświadczenie gry w play-offach powinno zaprocentować. Mogą być czarnym koniem rozgrywek. Podobnie jak Timberwolves i odwrotnie jak Mavericks, są trochę niedoceniani. We właściwej ich ocenie, nie pomagali działacze, którzy podejmowali dziwne ruchy latem (między innymi sprzedaż Litwina Jonasa Valanciunasa). Wydaje się, że pisany jest im turniej play-in. Ostatnio im się w nim poszczęściło (wyeliminowali wyżej rozstawionych Warriors), z przyjemnością powtórzą to w tym sezonie.

 

Moja prognoza tabeli Konferencji Zachodniej na koniec sezonu regularnego 2021/2022

1.   Phoenix Suns

2.   Utah Jazz

3.   Los Angeles Lakers

4.   Denver Nuggets

5.   Golden State Warriors

6.   Los Angeles Clippers

7.   Dallas Mavericks

8.   Memphis Grizzlies

9.   Minnesota Timberwolves

10. Portland Trail Blazers

11. New Orleans Pelicans

12. Sacramento Kings

13. San Antonio Spurs

14. Houston Rockets

15. Oklahoma City Thunder

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)