Moje ulubione książki
Dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Czytać zacząłem w wieku 4 lat (nauczyłem się tego dużo wcześniej niż wiązania butów 😊 ), a z książkami i prawem autorskim jest związane całe moje życie zawodowe (już 16 lat!). Ponad dekadę pisałem i redagowałem artykuły w największej gazecie w Małopolsce, przez kilka lat prowadziłem własne wydawnictwo, od ponad 8 lat jestem pracownikiem najważniejszej biblioteki z zakresu prawa własności intelektualnej w całej Europie Środkowo-Wschodniej. 23 kwietnia to prawie jak dzień moich urodzin 😊 W związku z tym ważnym dla mnie świętem przedstawiam swoje ulubione książki: pięć polskich i pięć zagranicznych. Jako pierwsze, pozycje krajowe. Wszystkie mam w domu i mogę wypożyczyć 😊 Zachęcam więc do kontaktu.
5 ulubionych książek polskich
1) Ryszard Kapuściński, „Szachinszach”
Uważam, że to najwybitniejsza książka Kapuścińskiego, do którego mam słabość, pomimo iż po biografii Artura Domosławskiego i odkryciach duetu Marta Hawranek – Szymon Opryszek, nie mogę nazywać go już dłużej reporterem. Jednak w przypadku „Szachinszacha” mój zachwyt nie dotyczy sfery faktów, lecz wybitnych obserwacji autora. Geniusz Kapuścińskiego polegał na tym, że widział więcej od innych (choćby analogia polskich kościołów z irańskimi meczetami oraz ich wpływie na obalenie opresyjnych rządów), i umiał to pięknie opisać.
2) Zygmunt Miłoszewski, „Ziarno prawdy”
Wiadomo, Sandomierz. I na tym mógłbym skończyć, i tak zrobię. A dlatego, że ciągle chcę napisać duży tekst na blogu o mojej miłości do Sandomierza i zarażaniu nią innych (chyba mi się udaje), historiach które przeżyłem w tym mieście w trakcie stażu w miejscowym Archiwum, ciekawostkach związanych z książką Miłoszewskiego itd. Będzie, co czytać 😊
3) Kazimierz Nowak, „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd : listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936”
Literatura podróżnicza totalna, arcydzieło gatunku. Nowak przez 5 lat podróżował po Afryce, docierając często do zakątków nieznanych wcześniej białemu człowiekowi. W listach i relacjach dzieli się mądrymi przemyśleniami (zwłaszcza o kolonializmie!) i opisuje swoje kolejne niesamowite przygody, ale nie ma w tym ani krztyny taniego lansowania się. Raczej wyłania się obraz kruchego człowieka, który pomimo słabości i rozterek podąża dalej, by dowiedzieć się i przeżyć więcej. Nowak to wzór podróżnika, który realizuje swoją pasję nie dla zysku czy sławy, lecz bo tak mu nakazuje serce. Głupie? Naiwne? Może tak, ale dla mnie piękne i czyste.
4) Filip Springer, „Miasto archipelag : Polska mniejszych miast”
Reportaż, i to klasyczny, ale przy tym jak wyjątkowy. Wszystko dzięki wybitnemu w swej prostocie ale trudnemu w realizacji konceptowi. Springer odwiedził wszystkie miasta, które na mocy ustawy samorządowej, przestały być w 1999 roku stolicami województw, znacznie tracąc na znaczeniu i prestiżu. Autor pokazał Polskę, która czuje się zapomniana i odrzucona, często nie ze swojej winy. Obowiązkowa lektura dla tych, którzy chcą zrozumieć więcej, co się w kraju działo, i co się dzieje teraz.
5) Michał Witkowski, „Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej”
Najbardziej kontrowersyjna pozycja na całej liście. Wśród osób, których gust literacki cenię, nie spotkałem nikogo, kto by poważał Witkowskiego, raczej jest traktowany z lekceważeniem. Bronię więc tego pisarza w pojedynkę. Chyba najzabawniejsza książka, jaką w życiu czytałem. Do dzisiaj nie wierzę, że można tak pisać w naszym języku. Brawurowa powieść, gdzie forma przerosła treść, lecz nie stanowi to żadnego kłopotu. Kto by się przejmował fabułą, gdy uśmiech nie schodzi nam z twarzy przez 250 stron.
5 ulubionych książek zagranicznych
1) Truman Capote, „Z zimną krwią”
Mam nadzieję, że zaskoczyłem tą nominacją, bo wszyscy powinni spodziewać się na liście raczej innej pozycji tego autora, czyli „Śniadanie u Tiffany’ego”. Jednak to właśnie pionierski reportaż o zbrodni popełnionej w stanie Kansas przez dwóch przestępców, uważam za największe dzieło pisarza amerykańskiego. Bardzo podobała mi się narracja autora. Tragiczne wydarzenia zamordowania czteroosobowej rodziny opisuje tak, jakby cały czas był ich naocznym świadkiem, stojącym zaraz za plecami kryminalistów. Dbałość o detale, wysublimowany język, moralne dylematy. Przytłaczająca, ale fantastyczna książka, która zostaje w pamięci na długo...
2) George Orwell, „Folwark zwierzęcy”
Nie było chyba innej książki, która kiedykolwiek zrobiła na mnie takie wrażenie. Czytałem ją pierwszy raz jako dziecko, i, taka prawda, często w trakcie płakałem, a jej zakończenie jest najsmutniejsze w historii literatury. „Folwark zwierzęcy” ma oczywiste konotacje polityczne, ale w młodym wieku nie zdawałem sobie z tego sprawy. Tę wiedzę nabywa się z czasem, i dlatego za każdym razem odbierałem tę pozycję nieco inaczej. Lubię wracać do „Folwarku zwierzęcego” i odkrywać kolejne, ukryte dotąd przesłania. Najważniejszą naukę pojąłem jednak od razu: idea równości. Wszystkie zwierzęta są równe, i nie ma równiejszych. I tylko takie społeczeństwo ma sens.
3) Jean-Paul Sartre, „Byt i nicość : zarys ontologii fenomenologicznej”
Najdziwniejsza pozycja na liście, gdyż jest to dzieło filozoficzne, nie literackie. Mam jednak do tej pracy ogromny sentyment, bo przypomina mi wspaniałe czasy studenckie, w trakcie których dobrych parę lat poświęciłem badaniu poglądów francuskiego egzystencjalisty. „Byt i nicość” to jego opus magnum, czytałem je dwukrotnie (czyli w sumie prawie 1600 stron), zrobiłem bardzo dokładne notatki, które przechowuję do dzisiaj. Chociaż moja miłość do Sartre’a nieco wygasła, to nadal uważam egzystencjalizm za prąd myślowy najlepiej tłumaczący kondycję ludzką.
4) E. Benjamin Skinner, „Zbrodnia : twarzą w twarz ze współczesnym niewolnictwem”
Przede wszystkim doskonały tytuł. Tak, niewolnictwo jest zbrodnią, czego, niestety, nie widać w kodeksach karnych, które przewidują śmiesznie niskie kary za to przestępstwo. Skinner podróżuje po całym świecie, dokumentując kolejne przypadki handlu ludźmi, wyzyskiwania ich, zmuszania do morderczej i/lub haniebnej pracy. Nowatorstwo jego działań polega na tym, że niewolnictwo widzi szerzej od innych, którzy skupiają się głównie na seksualnym aspekcie sprawy. Autor pochyla się też nad rodziną indyjskich górników, którzy swoją ciężką i niebezpieczną pracą spłacają „dług” u lokalnego kapitalisty, który, zamiast się kurczyć, stale wzrasta pod byle pretekstem. Bardzo potrzebna, choć depresyjna książka.
5) Lew Tołstoj, „Anna Karenina”
Najlepsza książka, jaką w życiu czytałem. Reklamowanie jej jako romans jest skandalem i potężnym nadużyciem, wypaczającym treść. Faktycznie, mamy tu mniej (częściej) lub bardziej szczęśliwe miłości, lecz przede wszystkim jest to wspaniały i kompletny opis XIX-wiecznej Rosji. Jej obyczajowości, kultury i polityki. Zderzenie Moskwy z Sankt Petersburgiem, reformatorów z salonowcami, porywów serca z powinnościami. Plus wyjątkowa scena sianokosów. Nieprawdopodobne, jak prozaiczna czynność może być w tak piękny sposób opisana. W tej książce jest wszystko i zazdroszczę tym, którzy jej lekturę mają przed sobą.
W poniedziałek, 25 kwietnia (godz. 11.00-15.15) w Warszawie odbędzie się interesująca konferencja dotycząca praw autorskich w Internecie: „sPrawni w Internecie – jak budować Internet fair play?”. Wydarzenie organizuje Fundacja Kreatywna Polska. W imieniu organizatorów zapraszam serdecznie do uczestnictwa. Można wziąć udział zdalnie, więc tym bardziej zachęcam. Więcej szczegółów w linku poniżej.
https://www.kreatywnapolska.pl/konferencja-sprawni-w-internecie-jak-budowac-internet-fair-play/


Komentarze
Prześlij komentarz