Czytelnicze podsumowanie miesiąca (czerwiec 2022)

Czerwiec przyniósł pewien postęp w moim czytelnictwie. Ukończyłem dwie książki, a nie jak do tej pory, tylko jedną. Pozycje znacznie się od siebie różnią, zwłaszcza w przystępności. Dzieło Marty Guzowskiej jest lekkie i przyjemne, wręcz wakacyjne. Opowiadania Elżbiety Łapczyńskiej wprost przeciwnie, wypełnione ciężką atmosferą.

 

 


Elżbieta Łapczyńska, Bestiariusz nowohucki

Stronie Śląskie 2020, Biuro Literackie, ss. 130

 

Moim ulubionym prezentem dla bliskich (rodziny i przyjaciół) są książki. Z tym wiąże się jednak pewien paskudny zwyczaj, iż przed obdarowaniem drugiej osoby, zawsze czytam pozycję jej przeznaczoną. I czasami rezygnuję z upominku. Tak będzie tym razem…

„Bestiariusz nowohucki” to jedno z najbardziej nagradzanych polskich dzieł literackich ostatnich lat. Z dużymi nadziejami zasiadłem do lektury, do której zachęcił mnie tytuł. Nowa Huta jest scenerią każdego opowiadania, ale w zasadzie nie pełni jakiejś szczególnej roli. Akcja mogłaby się toczyć w każdym powstającym mieście przemysłowym w Polsce po II wojnie światowej.

Ale dzieje się w Nowej Hucie, do której zmierzają z całego kraju kolejni pracownicy. Przywożą ze sobą bagaż problemów, trudnego dzieciństwa i dorastania, biedy, przemocy, niezrozumienia, inności. W masie ludzkiej szybko stają się anonimowi, więc łatwo mogą się stworzyć i określić na nowo. Wydaje im się, że będą mogli być, kim chcą.

Ucieczka od przeszłości nie jest jednak taka prosta, a Nowej Hucie daleko do wyśnionego edenu. Wszystkich ostatecznie dopada fatum.

Proza Łapczyńskiej jest niepokojąca, stawia istotne pytania o człowieczeństwo w brutalnej rzeczywistości. Forma opowiadań sprawdza się bardzo, lecz mam wątpliwości co do języka. Literacko był bardzo przyzwoity, ale chyba przesadnie udziwniony (mieszanka brudu, egzaltacji i dzikości), nie pasujący do świata, który opisuje. Przez to całość jest dosyć trudna w odbiorze i z pewnością nie dla każdego. Raczej dla koneserów.

Szczęście drugiej osoby jest dla mnie najważniejsze, więc dla tej wybranej kupię inny prezent. Oczywiście, wcześniej go przeczytawszy 😊

 

Marta Guzowska, Wiedeń : miasto najlepsze do życia

Warszawa 2020, Wielka Litera, ss. 415

 

Nie przepadam za osobistymi przewodnikami, w których na siłę wymyśla się oryginalne pomysły, by pokazać miasto/państwo z innej, zupełnie nowej, nieznanej dotąd perspektywy, a najczęściej schemat goni schemat (przykład: http://trwoga.blogspot.com/2021/06/czytelnicze-podsumowanie-miesiaca-maj.html ).

Ale akurat bedeker Marty Guzowskiej się obronił. Przeczytałem go zaraz przed wyjazdem do stolicy Austrii i zaczerpnąłem z niego kilka inspiracji, modyfikując swój plan zwiedzania.

Autorka jest archeolożką i pisarką kryminałów. W Wiedniu mieszka od wielu lat, co pozwala jej ze swobodą i swadą opisywać tę metropolię. Mniej interesujące (lecz tylko dla mnie) były rozdziały o charakterze społecznym, czy, nazwijmy to, gastronomicznym. Co innego w przypadku części poświęconych architekturze. Dowiedziałem się z nich wielu ciekawostek, zmieniłem swoje spojrzenie na to miejsce. A o to chyba chodzi w lekturze takich książek.

Byłem w Wiedniu trzy tygodnie temu. Polecam wszystkim i miasto, bo jest przepiękne, i dzieło Guzowskiej, bo jest wartościową pozycją na rynku 😊

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2024)

Czytelnicze podsumowanie miesiąca (maj 2024)