Czytelnicze podsumowanie miesiąca (marzec 2023)
W marcu 2023 r. przeczytałem pięć książek (3 polskie, 2 zagraniczne). Zapraszam do lektury moich amatorskich recenzji.
Jessica Bruder, Nomadland : w drodze za pracą
Wołowiec 2020, Wydawnictwo Czarne, ss. 279
Więcej na temat tej bardzo interesującej książki napisałem w tekście opublikowanym na blogu Kalokagatii. Link poniżej.
https://kalokagatiakrakow.blogspot.com/2023/07/filozoficznie-o-filmach-7-nomadland.html
Alice Lugen, Tragedia na Przełęczy Diatłowa : historia bez końca
Wołowiec 2020, Wydawnictwo Czarne, ss. 279
W ostatnich latach zostało wydanych w Polsce kilka pozycji o tragedii na Przełęczy Diatłowa, czyli zagadkowej śmierci 9 młodych rosyjskich studentów w 1959 roku w trakcie górskiej wędrówki po Uralu. Na łamach swojego bloga zrecenzowałem reportaż D. Eichara ( https://trwoga.blogspot.com/2021/08/czytelnicze-podsumowanie-miesiaca.html ).
Alice Lugen (pseudonim polskiej autorki) zabrała się do tematu od nieco innej strony niż jej amerykański kolega. Skupia się przede wszystkim na zarysowaniu historycznego i kulturowego tła całej wyprawy i następnie poszukiwań zaginionych, bez spekulowania o możliwych przyczynach niewyjaśnionych zjawisk, czy ruszania tropem zdobywców.
Perspektywa pisarki jest więc z natury nieco inna od dotychczasowych prób opisania sprawy. Osobiście, cenię takie bardziej „analityczne” spojrzenie, bez taniego efekciarstwa. Lugen wykonała kawał archiwalnej pracy, i dysponuję wystarczającą wiedzą na temat Związku Radzieckiego, by jej pozycja wniosła sporą dawkę świeżej wiedzy.
Polecam wszystkim zainteresowanym.
Mercè Rodoreda, Diamentowy plac
Warszawa 2022, Marginesy, ss. 288
Bardzo nietypowa powieść, ponieważ jej bohaterka prowadzi w zasadzie zwyczajne życie. Natalia zakochuje się w mężczyźnie, rodzą im się dzieci. Chociaż ich małżeństwo może nie jest jak z filmu, to też nie można uznać, że są nieszczęśliwi. W pewnym momencie zostaje sama, gdyż jej partner wyrusza na front hiszpańskiej wojny domowej.
Autorka nie przedstawia losów bajkowych, ale takich, z którą jej czytelniczki mogły i mogą się utożsamić także dzisiaj. Nie ma tu wielkich uniesień, słów, czynów i przygód. Narracja może się wydawać wręcz nużąca. Ale pod tą fasadą pospolitości kryje się poruszająca historia o pokorze, godności i wewnętrznej sile, dzięki której mamy ciągle nadzieję na poprawę swojego losu.
Piękno tej literatury tkwi w prostocie. Języka i opowieści. Rzadko zdarza się czytać coś tak zupełnie autentycznego. Zaskakująco świetne.
Cezary Łazarewicz, Żeby nie było śladów : sprawa Grzegorza Przemyka
Wołowiec 2016, Wydawnictwo Czarne, ss. 319
Coraz popularniejszym gatunkiem staje się reportaż historyczny. Według mnie warto publikować takie książki, ale tylko wtedy, gdy chce się dodać i powiedzieć coś nowego do znanych już opowieści. Trzeba mieć więc zarazem zacięcie historyczne, ale też właśnie reporterskie i śledcze. Cezary Łazarewicz, na szczęście, te atrybuty posiada, i napisał bardzo ważną, i znakomitą książkę, która pozwala spojrzeć na naszą przeszłość inaczej. Dzieło doczekało się wielu literackich wyróżnień (chociażby Nagroda Nike) oraz ekranizacji w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego (między innymi nominacja do Złotych Lwów na Festiwalu w Wenecji).
Znany dziennikarz postawił przed sobą niełatwe zadanie, by przeanalizować wszystkie dokumenty na temat śmierci Grzegorza Przemyka, zrekonstruować śledztwo, nakreślić polityczne, społeczne i kulturowe tło epoki oraz poznać dalsze losy bohaterów (tych pozytywnych i negatywnych). Z całości wyłania się przerażający obraz komunizmu jako zbrodniczego ustroju, w którym kłamstwo urosło do rangi cnoty, a dojście do prawdy jest możliwe wyłącznie, jeśli zbierze się grupa odważnych i prawych ludzi.
W zasadzie na każdej stronie książki dochodzi do nierównego starcia jednostki/jednostek z brutalnym systemem. Śmierć Przemyka to tragedia nie tylko ofiary, i jego najbliższych (rodziców, narzeczonej, przyjaciela i świadka pobicia), ale też osób zupełnie obcych, którzy, jak sanitariusz, mieli pecha znaleźć się w złym miejscu i złym czasie. Ich życie w jednym momencie zamieniło się w piekło.
Łazarewicz opisuje całą tę złożoną i skomplikowaną historię w sposób bardzo precyzyjny, czytelnik mógłby uznać, że nawet beznamiętny. Żadne chwyty stylistyczne nie są jednak potrzebne, gdy tak głośno przemawiają fakty.
Trudno przecenić wartość tej książki. Jest to wielkie dzieło i historyczne, i reporterskie. Ale także niepozbawione walorów literackich. Silnie rekomenduję lekturę tej pozycji (zainteresowani mogą ją pożyczyć ode mnie).
Wypada jeszcze wspomnieć, iż jednym z bohaterów drugiego planu jest Jerzy Urban, który miał wielkie „zasługi” w ukrywaniu winy milicjantów i tuszowaniu sprawy. Świadomie czynił zło. Smutne, iż pod koniec swojego życia stał się dla wielu sympatycznym i zabawnym starszym panem z dużymi uszami. Książka Łazarewicza w jakimś stopniu przywraca sprawiedliwość ofiarom jego działalności.
Michał Książek, Droga 816
Białystok 2015, Fundacja Sąsiedzi, ss. 175
W ubiegłym roku, wśród moich licznych planów podróżniczych była także wyprawa po wschodzie Polski, wzdłuż granicy z Ukrainą i Białorusią. Chociaż z wyjazdu nic nie wyszło (zostałem odwołany z urlopu), to przygotowując się do niego, postanowiłem przeczytać coś na temat sławnej drogi 816, która w rzeczywistości wiedzie od Terespola do Zosina.
Pozycja Michała Książka jest jego autorskim przewodnikiem po tych stronach. Odnajdujemy tu więc wiele odniesień do lokalnej przyrody (zwłaszcza życia ptaków). Autor pokonuję trasę najczęściej pieszo, nigdzie mu się nie spieszy, Rzadko kiedy czeka na niego zarezerwowany wcześniej nocleg, za to ma dużo czasu na rozmowę z miejscowymi, a gościnność ludzi ze Wschodu jest legendarna (sam też mogłem się nieraz o niej przekonać, więc wierzę we wszystkie opowieści).
Trudno całość traktować jako pożyteczne dzieło przy planowaniu takich podróży, acz kilka inspiracji zaczerpnąłem. Reportaż Książka jest bardzo osobny, nie do wszystkich przemówi. Ale dla mnie ma swoją wartość, bo podejmuje próbę uchwycenia ducha tego regionu. Czy udaną, to się przekonam sam, gdy w końcu zwiedzę ten fragment Polski. Kolejną okazję będę miał w przyszłym roku.

Komentarze
Prześlij komentarz