Czytelnicze podsumowanie miesiąca (lipiec 2023)
W lipcu 2023 r. przeczytałem sześć książek (jedną polską, pięć zagranicznych). Zapraszam do lektury moich amatorskich recenzji.
Barbro Lindgren, Opowiastka o staruszku i psie
Poznań 2021, Wydawnictwo Zakamarki, ss. 33
Świetna i poruszająca książka o największej, według mnie,
epidemii XXI wieku, czyli samotności. Lindgren przedstawia losy staruszka,
który nie ma rodziny ani przyjaciół, nikt go nie odwiedza. Jego życie zmienia
się, kiedy przed drzwiami jego domu pojawia się bezdomny pies.
Zwierzę okazuje się najlepszym lekiem na smutek i rozpacz
starszego pana. Ale tak samo pomocną rękę do zwierzaka wyciąga człowiek.
Zwyciężają obie strony.
Pozycja ta jest nie tylko atrakcyjnym od strony graficznej i
fabularnej opisem wielkiej przyjaźni międzygatunkowej, ale opowieścią o tym, by
zawsze mieć nadzieję i wytrwale szukać szczęścia, nigdy się nie poddawać. Nie
wiemy, co dobrego i pięknego może nas jeszcze w życiu spotkać.
José Saramago, Miasto ślepców
Poznań 2016, Dom Wydawniczy Rebis, ss. 345
Od kilku lat temat pandemii jest zdecydowanie na czasie, więc
warto wrócić do proroctw z wcześniejszych dekad. Dzieło portugalskiego noblisty
to jedno z najsłynniejszych dzieł z tego gatunku.
Fabuła tej dystopii jest bardzo oryginalna. Otóż ludzie z
nieznanych powodów zarażają się od siebie białą ślepotą. Decyzją rządu chore
osoby, celem uniknięcia rozprzestrzeniania się epidemii, trafiają do
specjalnego ośrodka, które jest w zasadzie więzieniem. Próby ucieczki kończą
się zastrzeleniem śmiałka. „Pacjentów” tego szpitala, w którym nikt nikogo nie
leczy, przybywa w zastraszającym tempie. Niewidomi są zdani na swoje
towarzystwo i łaskę (a raczej niełaskę) władzy oraz wojska, które podsyła im
jedzenie (w niewystarczających ilościach).
Saramago rysuje naprawdę frapujący obraz społeczności, która
musi zbudować podstawy funkcjonowania na nowo, zwłaszcza gdy zasoby (żywność)
są ograniczone. Nie wszyscy będą w stanie przetrwać.
Ślepota jest w tej książce rozumiana bardzo dosłownie, jako
niemożność widzenia, ale też metaforycznie, jako przyzwolenie ludzkości na
okrucieństwo, przemoc, cynizm i całe zło tego świata. Epidemia jest więc
zarazem karą i przestrogą przed rzeczywistością, w której panuje kult siły i
bezwzględności.
Nie wszyscy bohaterowie tracą godność i nadzieję na lepsze
jutro. Ba, jedna z protagonistek zachowała nawet wzrok (dlaczego?). To ona jest
przewodnikiem nielicznych ku światłu.
Książka wielowymiarowa, którą można odczytywać na wiele
sposobów. Z pewnością jednak zawiera w sobie głęboko filozoficzne przesłanie.
Zdecydowanie rekomenduję lekturę.
Hanna Kowalewska, Tego lata, w Zawrociu
Kraków 2017, Wydawnictwo Literackie, ss. 255
W ramach odskoczni uznałem, iż warto sięgnąć po tak zwaną
„literaturę kobiecą”. Wybór padł na cykl „Zawrocie”, który swego czasu święcił
spore sukcesy.
Ogólnie, cała fabuła jest schematyczna. Bohaterka,
nieoczekiwanie dla siebie, dziedziczy po babci (z którą miała słaby kontakt)
piękny dom z fortepianem (to ważne, bo wywołuje on największe emocje!). Matylda
przeprowadza się do niego z Warszawy i rozpoczyna powiedzmy że sielskie życie
na prowincji.
Mamy romanse, głębokie uczucia, rodzinne konflikty,
nierozwiązane sprawy z przeszłości, wyraziste postaci, muzykę klasyczną w
dużych ilościach oraz „momenty” (to łatwo pisarsko zepsuć, ale Kowalewska
opisuje je bardzo zmysłowo). Wszystko wymieszane w odpowiednich proporcjach.
Co wyróżnia tę powieść w zalewie podobnych pozycji to jednak
język, trzeba przyznać, bardzo piękny. Jest to literatura wysokich lotów
(naprawdę), autorka fantastycznie posługuje się słowami, tka z nich małe cudo.
Dużo lepsze, niż się spodziewałem.
Christina Björk, Linnea w ogrodzie Moneta
Poznań 2009, Wydawnictwo Zakamarki, ss. 51
Z lekturą tej książki nieco się spóźniłem, bo miałem ją
przeczytać przed pobytem w Giverny, gdzie mieści się tytułowy ogród Moneta.
Pierwsza była jednak wizyta w posiadłości sławnego francuskiego malarza. I może
dobrze się stało, bo pojechałem do miasteczka obok Paryża bez żadnych
oczekiwań, i dzięki temu mój zachwyt był jeszcze większy.
Trzeba przyznać, że miejsce to wyjątkowe, i z pewnością
pozycja jest dobrą promocją tego muzeum oraz samego twórcy. Autorka w
przystępny sposób opisuje żywot Moneta, jego podejście do sztuki, ale też
przyrody czy rodziny. Bardzo ładne są ilustracje. Miłym dodatkiem są praktyczne
wskazówki, jak dotrzeć do placówki, i co ciekawego można obejrzeć w okolicy.
Całość jest bardzo wartościowa, zarówno dla dzieci, jak i
dorosłych.
Santiago H. Amigorena, Getto jest we mnie
Kraków 2022, Wydawnictwo Literackie, ss. 167
Interesująca książka o tym, czy można wyprzeć swoją
przeszłość w imię lepszej przyszłości. Tym cenniejsze świadectwo, że na poły
autobiograficzne, bowiem Amigorena, będący argentyńskim pisarzem, ma korzenie
polskie i żydowskie.
Dzieło opowiada o Vicente (Wincencie), emigrancie polskim i
żydowskim, mieszkającym w Argentynie, do której przeprowadził się w 1928 r. wraz
z przyjaciółmi, zostawiając rodzinę w Polsce (głównie matkę i brata). Bohater
zadomowił się w nowym kraju, odniósł finansowy sukces, zakochał się i założył
własną familię.
W Europie rozpoczyna się jednak II wojna światowa,
początkowo sytuacja widziana z odległego kontynentu nie wydaje się tak
dramatyczna, tragedii nie zapowiadają też pierwsze listy od najbliższych. Aż do
momentu, kiedy korespondencja przestaje w ogóle przychodzić.
Sam odczytałem tę książkę w duchu egzystencjalnym, czyli
najbliższym mi. Niestety (albo stety) nie ma (albo ja w niego nie wierzę)
powszechnego kodeksu etycznego, na którym moglibyśmy się oprzeć. Decyzję
podejmujemy sami, i sami ponosimy konsekwencje swojego wyboru. Bohater, chociaż
nie doświadcza prześladowań fizycznie, to nawet będąc tysiące kilometrów dalej,
w bezpiecznym otoczeniu, zostaje uwięziony w psychicznym getcie. Czy zrobiłem
wszystko, co w mojej mocy?
Nie jest to przyjemna lektura, ale zdecydowanie polecam jej
przeczytanie, bo skłania do różnych refleksji, tak ważnych w czasie kruchego
pokoju.
Leonora Carrington, Siódmy koń : opowiadania zebrane
Warszawa 2022, Wydawnictwo Filtry, ss. 223
Zacznę od przyznania się do pewnego wstydliwego zachowania:
otóż czytam książki przed podarowaniem ich drugiej osobie. Zdarzało mi się, że
po lekturze rezygnowałem z prezentu (z różnych powodów). Tak było właśnie w
przypadku pozycji Carrington.
Pewna przyczyna leży w dziwności tej prozy. „Siódmy koń” to
debiutancki zbiór opowiadań autorki. W zasadzie trudno scharakteryzować
gatunkowo to dzieło. Z pewnością są tu elementy horroru, lecz nie boimy się
specjalnie, gdyż groza jest podlana humorem i absurdem. Każda kolejna historia
przekracza granice zdrowego rozsądku, a czasem i dobrego smaku. Pisarka ma
skłonność do turpizmu oraz bujną wyobraźnię, z której korzysta ochoczo.
Przed czytelnikami prezentuje się plejada stworów, monstrów
i innych bohaterów, najczęściej pochodzących ze świata zwierzęcego. Ich
przygody są jednak bardzo ludzkie, bo to swoista alegoria naszej egzystencji i
relacji społecznych, pełnych przemocy. Odpowiedzią na ucisk ze strony
silniejszego (bardziej uprzywilejowanego) jest bunt.
Jednak, po lekturze całości, miałem poczucie lekkiego
niedosytu. Wszystko czyta się dobrze, ale dzieło nie zostawiło we mnie
wielkiego śladu i traktuję je jako przerost formy nad treścią. Chociaż, trzeba
przyznać, ta forma ma swoje niewątpliwe walory rozrywkowe.

Komentarze
Prześlij komentarz