Czytelnicze podsumowanie miesiąca (czerwiec 2024)
W czerwcu 2024 r. przeczytałem trzy książki (dwie polskie, jedną zagraniczną). Zapraszam do lektury moich amatorskich recenzji.
Olgierd Grott (red.), 11 Małopolska Brygada Obrony Terytorialnej : współczesność - historia - tradycja
Kraków 2023, Księgarnia Akademicka, ss. 207
Książka ma dla mnie wymiar osobisty, albowiem patronem 11 Małopolskiej Brygady Obrony Terytorialnej jest Leopold Okulicki, mój wujek (Mama generała była siostrą mojej praprababci). Z tym większym zainteresowaniem przystąpiłem do lektury.
Działalność ostatniego dowódcy Armii Krajowej została opisana bardzo szczegółowo. Wartością dodaną jest spojrzenie prawnika na sławny „Proces szesnastu”.
Jako lokalny patriota Okulic, z zaciekawieniem przyjąłem rozdział, który jest swoistym spacerem śladem wielkiego Polaka po jego małej ojczyźnie i rodzinnych stronach.
Mateusz Waligóra, Dariusz Jaroń, Tatrzańskie opowieści
Kraków 2023, Wydawnictwo Sine Qua Non, ss. 336
Interesująca książka, chociaż zastanawiam się, dla kogo została napisana. Czy dla tych, co Tatry już kochają? Czy może dla tych, co chcą je pokochać, ale do tej pory nie mieli na to czasu?
Autorzy podzielili się obowiązkami. Dariusz Jaroń stara się w kolejnych wywiadach z góralami przedstawić tę wyjątkową kulturę. Mateusz Waligóra z kolei wychodzi na wszystkie szlaki, i opisuje z tej perspektywy świat wokół.
Teksty czyta się dobrze, zwłaszcza te o tradycjach Podhala. Chociaż temat wydaje się ograny, to można się dowiedzieć czegoś nowego. Z pewnością dużą zaletą pozycji są ładne zdjęcia, acz w górach o efektowne widoki nietrudno.
Całe dzieło, chociaż może nie jest przełomowe, to z pewnością warte uwagi.
A wracając do pytania postawionego we wstępie. Według mnie warto sprezentować tę pozycję osobie, która kiedyś kochała góry, ale dawno nie zdobyła żadnego szczytu. Niech sobie przypomni, jak są dobre i piękne.
Wiem, co piszę, bo sam górołazem zostałem niedawno, i bardzo spodobała mi się ta aktywność.
Gabriel García Márquez, Szarańcza
Warszawa 2018, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, ss. 128
Debiut noblisty, który zapowiada dalszą twórczość mistrza, acz do poziomu „Sto dni samotności” daleko.
Powieść, która toczy się w legendarnym Macondo opowiada losy lekarza, któremu po śmierci odmawia się godnego pogrzebu. Mieszkańcy miasteczka mają swoje powody. Czy ktoś się wyłamie…
Autor rysuje portret człowieka tragicznego, który jakby nie mógł (nie potrafił?) uwolnić się od przeznaczenia. Jego historię piszą samotność, zgorzknienie, niezrozumienie. Medyk prowadził żywot duszny, i taka sama jest atmosfera książki. Oddanie jej to wielka zasługa Kolumbijczyka. Czuć ten niedostatek powietrza wręcz namacalnie.
Fabuła jednak nie wciąga tak bardzo jak kolejne dzieła pisarza. Wszystko wydaje się wręcz przesadzone, mało rzeczywiste, jakby głównym celem było potęgowanie tragizmu sytuacji. W tym „realizmie magicznym” zabrakło jednak nieco tej magii.
A i tak warto sięgnąć po tę pozycję.

Komentarze
Prześlij komentarz