Czytelnicze podsumowanie miesiąca (sierpień 2022)
Sierpień był w tym roku dla mnie czasem wakacji. 2/3 miesiąca spędziłem na Majorce, i dawno nie czułem się tak doskonale. Pod każdym względem 😊 Jak mam dobry humor, to i lepiej się czyta, więc tym razem poprawiłem swój dorobek o trzy pozycje, co uważam za niezły wynik 😊
Fredrik Backman, Miasto niedźwiedzia
Katowice 2020, Wydawnictwo Sonia Draga, ss. 483
Jedno z większych czytelniczych zaskoczeń ostatnich kilku lat. Fantastyczna powieść, która mnie tak wciągnęła, że czasami wolałem ją czytać, zamiast pływać w morzu 😊
Akcja dzieje się w małym, trochę zapyziałym miasteczku w Szwecji, położonym na skraju lasu. Mieszkańcy wszystkie nadzieje na poprawę losu regionu wiążą z lokalnym klubem hokejowym, a dokładniej z juniorami, którzy awansowali do finału rozgrywek krajowych. Przed najważniejszym meczem sezonu, a może nawet i dekady, drużyna traci swojego najlepszego zawodnika (został aresztowany).
„Miasto niedźwiedzia” praktycznie nie ma wad. Doskonale opisuje atmosferę szatni i rywalizacji sportowej. Autor świetnie radzi sobie również z przedstawieniem życiowych rozterek nastolatków. Wzięcie na warsztat zespołu hokejowego otwiera przed nimi spore możliwości. Równorzędnych bohaterów jest kilkunastu, w tym kilku dorosłych.
Chociaż wygląda to trochę jak opis pozycji dla młodzieży, to tematy poruszane w środku są jak najbardziej poważne. Backman napisał wielowątkową książkę, i nie bał się postawić istotnych egzystencjalnych pytań. W tym jednego, najważniejszego: czy można poświęcić jednostkę na rzecz dobra całości?
Naprawdę wielkie dzieło.
Andrea Camilleri, Kształt wody
Warszawa 2021, Noir sur Blanc, ss. 168
Wydawnictwo Noir sur Blanc postanowiło wznowić edycję wszystkich książek włoskiego mistrza kryminałów. Uważam tę decyzję za świetną. Dzięki temu możemy śledzić losy Salvo Montalbano od samego początku. „Kształt wody” jest pierwszą częścią cyklu o sycylijskim policjancie.
Dostaje on do rozwiązania zagadkę śmierci szanowanego człowieka i polityka. Wszystkie ślady wskazują na zawał serca w trakcie miłosnych igraszek, jednak stróż prawa nie jest do końca przekonany o takim przebiegu ostatnich chwil życia zmarłego. Oczywiście, ma rację.
Intryga potrafi zaskoczyć, humor dzieła jest subtelny, a akcja nierozwleczona. Bardzo interesujące są też smaczki kulturowe (i kulinarne). Całość czyta się bardzo dobrze i z pewnością warto będzie sięgnąć po kolejne odsłony walki ze złem prowadzonej przez uczciwego i sprawiedliwego śledczego z Vigaty.
Ewelina Dyda, Przychodzę nie w porę
Warszawa 2018, Grupa Wydawnicza Foksal, ss. 304
Lekkie rozczarowanie. Na tych łamach recenzowałem już debiut pisarki z Tarnobrzega (http://trwoga.blogspot.com/2018/04/czytelnicze-podsumowanie-miesiaca.html ). Druga część przygód Jakuba Raua nie dostarcza jednak tylu pozytywnych emocji.
Tym razem prywatny detektyw pomaga policji w śledztwie związanym ze śmiercią młodych i ładnych dziewczyn. Seryjny morderca kaleczy swoje ofiary przed ich zabójstwem.
Historia jest już, oczywiście, ograna i niezbyt oryginalna, ale potencjał w niej był duży. Autorka za dużo miejsca poświęca jednak bohaterowi. W zasadzie śledzimy każdy jego ruch, nie oszczędzono nam nawet tak prozaicznych czynności, jak wyrzucenie śmieci do kosza. Szczegółowość i drobiazgowość zabijają tempo akcji, i czułem się niekiedy znudzony.
Kompletnie niezrozumiałe są wątki polityczne w książce (kampania do sejmu). Widać, że Dyda ma ambicje publicystyczne, ale podejmowane przez nią próby wypadają na razie nieprzekonująco.
Pewnym kuriozum jest posłowie autorki, w którym uzasadnia, co chciała napisać, i czemu tak napisała. Przypomina to tłumaczenie dowcipów.
Na sam koniec pochwała. Bardzo doceniam zabieg z umieszczeniem swojej pierwszej książki w tekście 😊 Może lekko próżne, ale według mnie zabawne!

Komentarze
Prześlij komentarz