W grudniu wróciłem do regularnego czytania. Cieszy mnie to bardzo, bo to jednak pierwszorzędna przyjemność 😊 Chociaż nie osiągnąłem zamierzonego celu, to trzy pozycje udało mi się przeczytać.
Tegoroczna jesień jest wyjątkowo intensywna w moim życiu. Tyle się dzieje, że mam mało czasu na czytanie oraz pisanie… Sam się karcę za taką postawę, chyba muszę sobie wyrobić jakiś skuteczny nawyk. Może na przykład każdego dnia minimum 5 minut na lekturę! Na razie zachęcam Was do sprawdzenia, co udało mi się jednak w minionym miesiącu przeczytać.
Jesień to moja ulubiona pora roku i z powodu wyjątkowo pięknej pogody, każdy weekend października upłynął mi na podróżowaniu. Dużo działo się też u mnie w pracy, toteż czasu na lekturę nie było tak wiele, jakbym oczekiwał. Efekty poniżej.
Byłem większym optymistą przed rozpoczęciem września, ale przygotowania do wyjazdu na Majorkę oraz świętowanie trzeciej rocznicy Camino tak mnie pochłonęły, że miałem trochę mniej czasu na lekturę. Efekt to tylko dwie przeczytane książki.
Sierpień był w tym roku dla mnie czasem wakacji. 2/3 miesiąca spędziłem na Majorce, i dawno nie czułem się tak doskonale. Pod każdym względem 😊 Jak mam dobry humor, to i lepiej się czyta, więc tym razem poprawiłem swój dorobek o trzy pozycje, co uważam za niezły wynik 😊
Miesiące wakacyjne mają to do siebie, że najbardziej sprzyjają lekturze w odpowiednim otoczeniu i przy korzystnych warunkach atmosferycznych. Moim ulubionym miejscem do oddawania się tej przyjemności jest ogród botaniczny, który w ubiegłym miesiącu odwiedzałem nader często. Efekt okazał się znakomity i rekordowy. Po raz pierwszy, odkąd prowadzę tę rubrykę, przeczytałem aż 8 książek! (Wszystkie można wypożyczyć u mnie).
Czerwiec przyniósł pewien postęp w moim czytelnictwie. Ukończyłem dwie książki, a nie jak do tej pory, tylko jedną. Pozycje znacznie się od siebie różnią, zwłaszcza w przystępności. Dzieło Marty Guzowskiej jest lekkie i przyjemne, wręcz wakacyjne. Opowiadania Elżbiety Łapczyńskiej wprost przeciwnie, wypełnione ciężką atmosferą.